Lato jest tylko jedno w życiu

Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze. – Tove Jansson Połowa lata to dojrzałość. Czyli miłość, ale przeklęta.  Jest coś rozpaczliwego w każdym kochaniu, o którym wiemy, że za chwilę będzie musiało się skończyć. Kiedy pod koniec lutego zdarza się dzień, który choć trochę zapachem przypomina wiosnę, potrafię krzyknąć: „Jak pięknie, niedługo będę truskawki!”. Potem z utęsknieniem czekam na pierwszy poranek, w który nie założę do sukienki rajstop. A kiedy w końcu przychodzą czerwcowe, niekończące się wieczory ja już się martwię, że za chwilę będzie po wszystkim. Bo lato mam tylko jedno w życiu. Sierpień to połowa, czyli nauka o dojrzałości. Najmniej poetyckim z życiowych stanów. Bo bez zawrotów w…

Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 2

Jeśli chodzi o moje kinowe flirty, sympatie i zauroczenia, to tegoroczne letnie przeglądy filmowe bardzo im odpowiadają. Dlatego nie wszystko zmieściło się w części pierwszej – łapcie kolejną porcję filmów, które warto nadrobić latem! A na końcu jeszcze jedna lista i nieśmiałe zaproszenie 🙂 Zwariować za szczęścia (reż. Paolo Virzi) – miałam nadzieję, że ten film będzie bardziej komedią niż nie. No cóż, nie był. Nie brakuje w nim co prawda absurdów, które mogą rozbawić, ale opowiada raczej o życiu na granicy rozpaczy. Jest intensywnie i emocjonalnie. Troszkę mnie zmęczył, ale w czasem warto sobie przypomnieć, jak łatwo jest zwariować. Młodość (reż. Paolo Sorrentino) – filmami Sorrentino dzielę się niechętnie i zwykle oglądam je jednak sama. Wzbudzają we mnie wyjątkowy rodzaj wzruszenia, bardzo intymny. Są słodkie i tak bardzo gorzkie jednocześnie, że zdarza się przy nich przełykać łzy, czując ciepło w sercu. Przepiękne. Wielkie Piękno (reż. Paolo Sorrentino) – ten film przynajmniej raz w życiu…

Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 1

I znowu był czerwiec – łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Nie wiadomo, jak najlepiej je przeżyć. (…) Można ich – tych niekończących się wieczorów – tylko żałować, kiedy już przeminą, kiedy dzień będzie coraz krótszy. Są nieuchwytne. Adam Zagajewski Nieśmiało i z uczuciem, że najprawdopodobniej nie wypada, ale odrobinę poprawię pana Adama. I znowu było lato. Łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które… warto spędzić w kinie! Co prawda latem wolę życie na zewnątrz, wolne od ścian i sufitów. Ale dla kina (do którego – jak wiecie – chodzę tylko z miłości) robię wyjątek. Bardzo lubię wszystkie letnie przeglądy, bo pozwalają nadrobić filmy, na które wcześniej zabrakło czasu lub niechcący mi umknęły. Albo wybrać się na coś drugi i kolejny raz. Czasem pod chmurką i na kocu (Nobla dla tego, kto wymyślił…

Zadzwonimy po Tatę

Dom weselny pod szyldem żeńskiego imienia. Dookoła ogród z katalogu ładnych obrazków. Sympatycznie. Jest też staw, a za ogrodzeniem – łódka! Czyli trzeba spróbować. – To co po 22 spróbujemy przesunąć ten płotek? – No dobra, bo ona chyba nie jest przywiązana. Tylko nie widzę wiosła. – To nic, jakoś się odepchniemy. – A co jak nie będziemy umiały wrócić? – To zadzwonimy po Tatę. Wbrew pozorom to nie było 10 lat temu, tylko tydzień temu. Na szczęście Tata nie musiał pływać w stawie, bo w łódce było sporo wody, więc szkoda sukienek. Ale kiedyś musiał. Jak jedna z nas w wieku lat 4 spontanicznie zdecydowała się na kąpiel w górskim potoku. Wiem, że teraz – 20 lat później – byłoby tak samo. *** Nie jest Tatą idealnym, ale tak sobie myślę, że to nie lada wyzwanie być ojcem trzech córek. Umieć się odnaleźć w tych wszystkich emocjach mnożonych potrójnie,…

Szkoła życia według Meredith Grey

Kocham lato. Lato zasługuje na wszystko, co najlepsze. A przede wszystkim na to, żeby było po prostu dobre. Ale kilka lat temu wyszło dokładnie odwrotnie i przytrafiło mi się lato, o którym wolałabym nie pamiętać. Fatalne. Najgorsze w moim życiu. Jakkolwiek idiotycznie to zabrzmi, w tej upalnej beznadziei przemówiły do mnie nie truskawki, nie hamak i nie rzeka, ale Meredith Grey. Przemówiła od razu z rozmachem i w dużej dawce, bo pamiętam, że zobaczyłam wtedy ciurkiem całe 6 sezonów Grey’s Anatomy. Tegoroczne lato zapowiada się co prawda o dosłowne niebo lepiej od tamtego, ale nie do końca wytłumaczalna słabość do serialu pozostała i wraca do mnie wraz z nieprzyzwoicie długimi wieczorami. Prawdopodobnie jest to klasyczny przypadek guilty pleasure. Powodów upatruję w końcowych mądrościach Meredith, które jakoś zawsze pasują! Zdradzam „moje” najbardziej trafione: Sezon 13  Nobody wakes up thinking: „My world will explode today. My world will change.” Nobody thinks that.…

Urodzinowe 27 faktów o mnie

Kiedy rok temu zakładałam Mały Blond, tak naprawdę spełniałam swoje wieloletnie marzenie. Dziś czuję to jeszcze bardziej niż wtedy. Kiedy widzę, że tylko w ubiegłym miesiącu zajrzało tu ponad 1 500 osób, to jest to dla mnie nie-sa-mo-wi-te! Ale przede wszystkim pisanie tutaj dla Was i dla siebie jest dla mnie wielką frajdą, a jednocześnie stało się jednym z najważniejszych elementów mojej codzienności. Dlatego pomyślałam, że urodziny bloga i moje to dobra okazja, by się odrobinę lepiej poznać. Po wpisie z podsumowaniem roku dostałam kilka głosów, że było zbyt enigmatycznie i za dużo pozostało w sferze domysłów. No to dziś będzie wręcz odwrotnie – prosto z mostu! Łapcie 27 faktów o mnie 🙂 Bardzo jestem ciekawa, ile tych umiarkowanych dziwactw ze sobą dzielimy. Uwielbiam zapach świeżego betonu. Kojarzy mi się z latem. Być może dlatego, że w tym okresie rusza większość dużych prac budowlanych i remontów. Obrzydza mnie surowe mięso…

Klątwa sukienkowa

LATO 2016 Wszystko zaczęło się niemal rok temu. Pojechałam wtedy z mamą na zakupy. Tutaj mogłabym się wysilić na jakąś porywającą metaforę czy zabawny opis, który przybliżyłby Wam nieco, co to znaczy pojechać na zakupy z moją mamą. Na szczęście nie muszę, bo język polski służy mi idealnym zwrotem, o którym czasem myślę, że został wymyślony właśnie po to, na tę tylko jedną okazję opisu sytuacji kobiet, udających się na zakupy: PRZEPAŚĆ Z KRETESEM. To właśnie przytrafia się mojej rodzicielce, kiedy tylko mija rozsuwane drzwi. A później na próżno jej już szukać między wieszakami, przymierzalniami i promocjami. Zniknęła, nie ma, jak kocha to wróci. Najwyraźniej był to dzień deficytu matczynej miłości, bo mimo, że drzwi kolejnych sklepów były otwarte na oścież, żadne nie chciały wypuścić rodzicielki. Nieco znudzona sytuacją, nie wiedząc, ile to jeszcze może potrwać, wpadłam na szalony pomysł, że może by się tak też dać porwać temu zakupowemu…

Niemożliwe

Zawsze wolałam Boże Narodzenie. Magiczną atmosferę grudnia i ciepło, które bije z każdego kąta. Pachnącą choinkę i melodie kolęd. Opowieści o wybaczaniu i kochaniu, które przychodzą wraz z pierwszą gwiazdką, bo przecież „w tym czasie nikt nie powinien być sam”. W tym porównaniu Wielkanoc wypada jakoś tak blado i nieatrakcyjnie. A przede wszystkim na wskroś samotnie. Niby jest miło i wesoło. Bo przecież kolory palm i pisanek, święcenie koszyczka z jedzeniem, szukanie zajączka i śmigus-dyngus. Próbujemy białym obrusem i umytymi oknami, żeby było bardziej po ludzku i po naszemu. Tymczasem to są święta całkiem nieludzkie. Może dlatego takie trudne do lubienia. Nie ma w nich radosnego oczekiwania na narodzenie, które każdy z nas zna, odkąd przyszedł na świat. Są za to dwa wielkie i przytłaczające słowa: odkupienie, którego na ochotnika pewnie wolałabym nie próbować na własnej skórze i zmartwychwstanie, czyli to, o czym nie wiem nic. Tajemnica z tych niepojętych…

Wiosna na całego

Zimno służy konserwowaniu. Kosztem stopniowego przymarzania, nie psujemy się bardziej. Coś straciliśmy, za kimś tęsknimy. W środku pękamy. Bo im człowiek bardziej zmarznięty, tym łatwiej mu się rozpaść. Rozkruszyć. I takich zastaje nas wiosna. Pierwsze prawdziwe ciepło zwykle oszałamia. Coś w nas ożywa na nowo. Dusza gra, tańczy, śpiewa. Zrzucając ciepłe płaszcze, długie szale i wysokie buty, zyskujemy na lekkości. Tak trudno się powstrzymać i temu nie ulec! Odzywają się wszystkie tęsknoty długich, zimowych, czasem samotnych wieczorów. Dlatego z odwagą patrzymy słońcu prosto w twarz i wyciągamy ręce w krótkim rękawie ku światu. Za szybko, za wcześnie. Zbyt łapczywie. Zaskakuje nas niemiłe zimno. Wieczna zmarzlina w nas samych. Temperatura się nie zmienia, to my nie potrafimy się ogrzać. Żadne zewnętrzne ciepło nie wygra z wewnętrznym chłodem. Z ratunkiem przychodzi orszak przedszkolaków. Ubrani jeszcze trochę zimowo, ale z uśmiechami na twarzach całkiem wiosennymi. Niosą kukłę, by ją utopić. Ważna zasada: nie…

5 wegetariańskich fast foodów w Krakowie

Kilka lat temu mięso prawie zniknęło z mojego jadłospisu. Wbrew pozorom nie jest to wyznanie na poziomie ideologicznym. Po prostu kiedy przeprowadziłam się na studia i zaczęłam sama gotować, bardzo szybko uświadomiłam sobie, że… surowe mięso mnie obrzydza. Obrzydza mnie tak bardzo, że jest mi naprawdę niedobrze, kiedy muszę go dotknąć. Już nie mówiąc o ewentualnym krojeniu. Za to nic takiego nie nachodzi mnie przy krojeniu takiej, dajmy na to, cukinii. Wybór był więc prosty. Później przemyślałam to trochę bardziej i od niemal dwóch lat właściwie zupełnie nie jem mięsa, wędlin itd. Może napiszę kiedyś o tym więcej, ale póki co krótko: nie jem, nie brakuje mi, nie tęsknię. Poza dwoma wyjątkami. Są nimi szynka parmeńska (trudno, jakoś muszę z tym żyć) i tortilla/kebab ratujące życie żołądek jako szybkie jedzenie w biegu lub imprezowy przerywnik. I tak jak już raczej nie ma sytuacji, w których w knajpach brakuje rozsądnej wegetariańskiej…

Navigate