10 myśli na grudzień

W mojej głowie tegoroczny grudzień jawił się jako jedno wielkie hygge.
Miałam mieć czas na wszystko. Samodzielnie zrobić kalendarz adwentowy i stroik do mieszkania.
A potem tą samą metodą własnych rąk przygotować kartki świąteczne (pierwszy raz w życiu!) i wysłać je najpóźniej 15 grudnia, żeby doszły na pewno przed świętami. Chciałam też znaleźć idealny beżowe sweter z wełny, oczywiście z drugiej ręki. A w długie zimowe wieczory ogrzewane blaskiem świec nadrobić zaległości kinowe, książkowe i blogowe – w planach były teksty o rowerze, miłości, a nawet o polskim dziennikarstwie.
Nie zdążyłam. Ale i tak było fajnie. Jak to w grudniu!

  ***

Z kalendarzem adwentowym mogłam odpuścić, ale z choinką już nie. Po raz pierwszy odkąd nie mieszkam w domu rodzinnym, ogarnęłam żywe świąteczne drzewko. Takie na serio, a nie jakiegoś wypierdka z Biedronki. Mimo że to brzdąc-choinka, postawiona na zydelku w donicy w arbuzy, to jednak poczułam, że trochę dorosłość. Zamiast uciekać, założyłam lampki.

***

W tym roku moja świąteczna playlista jest nie tylko nastrojowa, ale nawet całkiem wesoła i wręcz taneczna. Nie wiem, czy to pod wpływem kursu lindy hop czy po prostu mam już za sobą emocjonalność nastolatki, która tęsknotę automatycznie łączyła ze smutkiem. Najpewniej jedno i drugie.

***

Kiedy zaczyna padać śnieg, jestem dzieckiem jeszcze bardziej niż zwykle. I przez chwilę zapominam, że razem z płatkiem śniegu, na moim języku rozpuszcza się też smog.

***

Jednym z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa są roraty. Pamiętam, że mama zakładała mi na piżamę zimowe spodnie i kurtkę albo kombinezon, i w śniegu, z lampionem szliśmy na roraty.
Dziś we wstawaniu na roraty najbardziej wspiera mnie suchy szampon i osiemnastka, która odjeżdża z mojego przystanku o 6:20 i dokładnie 10 minut później jest pod kościołem Dominikanów.
Śniegu nie ma, ale magia pozostała.

***

Niektóre świąteczne swetry są tak złe, że aż dobre. Zwłaszcza, jeśli są czerwone i mają wyszyty napis Santa’s Favourite Blonde.

***

Miło jest gotować dla bliskich i patrzeć, jak jedzą. Nawet jeśli ryba trochę się rozwaliła na patelni, a do zupy grzybowej zabrakło pietruszki. To piszę ja, człowiek, który jeszcze 2 lata temu mógł ugotować co najwyżej risotto. Bo nalewa się do niego wina.

***

Podobno dawanie i przyjmowanie prezentów jest jednym z pięciu języków miłości. Zdecydowanie moim. Nie uważam, że więcej radości jest w dawaniu niż w przyjmowaniu. Mnie każde cieszy po równo, po prostu w inny sposób.

***

Świat zespuł moją cierpliwość. Za odpowiednią dopłatą niemal wszystko można mieć natychmiast
i w wersji ekspres. Kiedy 3 listopada ze sklepowych witryn zaczynają na mnie patrzeć rumiane mikołaje i świąteczne drzewka, to ja od razu chciałabym święta. Żeby ktoś dostarczył mi Boże Narodzenie już
i od razu. Bo tak bardzo nie mogę się doczekać!
Na szczęście jest Adwent, który naprawia pośpiech świata. Robi to tak dobrze, że aż żałuję, że trwa tylko cztery tygodnie, a nie osiem.

***

Moje życie mogoby mieć scenografię ze Stranger Things. Światełka wszędzie i na każdą okazję.
Jak w mieście w grudniu.

***

Zaraz przed wyjściem z mojego bloku rośnie choinka. W poniedziałek ktoś postawił przed nią tabliczkę z napisem „Zapraszamy do ubierania choinki”. Trzy dni później choinka była ubrana. Dowiedziałam się, że w poprzednich latach Pan mieszkający na 4 piętrze ubierał ją sam i zostawiał tabliczkę z życzeniami.
W zeszłym roku ktoś dopisał na niej „Super pomysł”. Może to wystarczyło, by w tym roku do ubierania choinki zaprosić też innych? 🙂

Tekstów o rowerze, miłości i polskim dziennikarstwie przed końcem roku raczej już nie nadrobię, choć pewnie pojawi się szczęśliwa dwunastka. Ale to dopiero za tydzień. Tymczasem na ten świąteczny czas życzę Wam słowami piosenki: jak wiary – to mądrej, nadziei – na wszystko i miłości do kogoś, kto zawsze jest blisko. Dobrego czasu! 🙂

Navigate