5 wegetariańskich fast foodów w Krakowie

Kilka lat temu mięso prawie zniknęło z mojego jadłospisu. Wbrew pozorom nie jest to wyznanie na poziomie ideologicznym. Po prostu kiedy przeprowadziłam się na studia i zaczęłam sama gotować, bardzo szybko uświadomiłam sobie, że… surowe mięso mnie obrzydza. Obrzydza mnie tak bardzo, że jest mi naprawdę niedobrze, kiedy muszę go dotknąć. Już nie mówiąc o ewentualnym krojeniu. Za to nic takiego nie nachodzi mnie przy krojeniu takiej, dajmy na to, cukinii. Wybór był więc prosty.

Później przemyślałam to trochę bardziej i od niemal dwóch lat właściwie zupełnie nie jem mięsa, wędlin itd. Może napiszę kiedyś o tym więcej, ale póki co krótko: nie jem, nie brakuje mi, nie tęsknię. Poza dwoma wyjątkami. Są nimi szynka parmeńska (trudno, jakoś muszę z tym żyć) i tortilla/kebab ratujące życie żołądek jako szybkie jedzenie w biegu lub imprezowy przerywnik. I tak jak już raczej nie ma sytuacji, w których w knajpach brakuje rozsądnej wegetariańskiej alternatywy („Aha, będzie bez mięsa… Czyli ten zestaw ze schabowym bez schabowego? Ziemniaczki z wody i mizeria?”), tak jakoś długo nie umiałam znaleźć czegoś, co by mi właśnie tę tortillę/kebaba zastąpiło. Najbardziej odczuwałam to właśnie w czasie tych cieplejszych miesięcy w roku, kiedy częściej i chętniej je się na zewnątrz.

Na szczęście również w fast foodach jest wegetariański postęp! Wszystko wskazuje na to, że tej wiosny w Krakowie nie będę już płakać za kebabem, bo odkryłam:

  1. Novą Krovę (Plac Wolnica 12) – ich burgery co prawda  nie do końca mi pasują, ale za to mają doskonałe sałatki! Codziennie przynajmniej 3-4 do wyboru, świeże, każdego dnia inne, zwykle na bazie sezonowych warzyw i owoców. Po prostu palce lizać! Porcja sałatki na wynos to 5 zł i zapewniam, że poradzi sobie nawet ze średnim głodem. A uzupełniona o frytki z warzyw (kolejne 5 zł: seler, ziemniaki, burak) spokojnie da radę i dużemu. Podsumowując: burgery  niekoniecznie, ale sałatek musicie spróbować. Jem od roku i jeszcze mi się nie znudziły.
  2. Sami Am Am (św. Wawrzyńca 27) – to nie jest wegetariańskie miejsce, ale według mnie ich hummus i falafel biją wszystkie inne na głowę. Mój ulubiony to ten zawijany w chlebek syryjski. Kosztuje 12 zł i jak zjem takiego falafela, to przez następne 8 godzin nie jestem głodna. Osiem godzin to dużo.
  3. Shalom Falafel (św. Jakuba 21) – wchodząc do środka, można się lekko przestraszyć. Lokal jest delikatnie mówiąc niepozorny, za to jedzenie przepyszne. Tutaj również polecam falafel: w bułce i zdarzają się nieco ciekawsze dodatki niż w Sami Am Am. Warto spróbować też izraelskich burekas, czyli placka z ciasta filo wypełnionego nadzieniem z sera lub ziemniakami. Bardzo podobne do bałkańskiego burka. Wszystkie moje doświadczenia z Erasmusa potwierdzają, że jest to świetny podkład przed imprezą lub ratunek w trakcie.
  4. Vegab (Starowiślna 6) – a to dopiero jest ciekawe miejsce. Wydawałoby się, że to czym tam karmią, do złudzenia przypomina kebab. W rzeczywistości jednak jest mieszanką tofu, białka pszczenicznego i innych kiełków, smakuje również zupełnie inaczej. Moja ulubiona wersja to „Aloha” z mango, marynowanym ananasem i sosem słodko-kwaśnym. Ta przyjemność kosztuje 14 – 20 zł i ponownie: szybko głodni nie będziecie.
  5. La Pizzette di Rebecca (Meiselsa 9) – czyli Włochy na wynos 🙂 Ponownie nie jest to wyłącznie wegetariańskie miejsce, ale zupełnie podstawowej wersji placka (coś między pizzą a calzone) z mozarellą i sosem pomidorowym naprawdę niczego nie brakuje. Nie oszczędzają na składnikach, a ciasto jest idealne.

Tyle z moich propozycji 🙂 Teraz czas na Wasze – to gdzie dobrze, szybko i niedrogo zjemy bez mięsa?

  • Nova Krova to też jedno z moich ulubionych miejsc. Mniejsza już o burgery, ale fryty i sałatki! I te ogromne śniadania niedzielne!
    Zawsze mam też ochotę na Momo przy Dietla. Tak już mam, że ciepłe indyjskie pulpy i kolorowe sałatki to moje ulubione jedzenie.
    Będę również bronić stanowiska, że najlepszą pizzę w Krakowie dają u mnie na dzielni, w Pizza Garden przy Konopnickiej. Jak proszę bez sera, to robią bez sera. Najlepsze ciasto, najlepszy sos pomidorowy i do tego karczochy.
    Polecam jeszcze Bar Wegański przy Starowiślnej 28. Fantastyczne tortille, które sami robią. Nigdy nie jadłam na miejscu, ale często zamawiamy do pracy.
    A na hummus (i kuskus tabbouleh) tylko do Amamamusi!

    Z Twojej listy nie znam zupełnie Vegabu, więc będę musiała sprawdzić.

    • Ania Piwowarczyk

      O tych śniadaniach w Novej to już się tyle nasłuchałam, że koniecznie muszę to szybko sprawdzić 🙂
      Momo dopisuję do listy, bo już kilka razy się wybierałam, ale jakoś tak nie było do tej pory po drodze.
      W kwestii pizzy całkowicie się zgadzam 🙂 Choć warto jeszcze zrobić miejsce dla Zapałek i osobiście lubię też Nolio.
      Bar Wegański również znam z zamówień do pracy. Jest ok, choć kilka razy trafiła mi się naprawdę sucha tortilla i troszkę się zniechęciłam.
      Dzięki za wszystkie polecenia 🙂

Navigate