5 zmysłów: jesienne płyty, wywiad o jedzeniu i herbata ze wszystkim (tajna receptura!)

Z wielu powodów, dla których lubię internety, najważniejsza jest chyba możliwość dzielenia się. Każdego dnia trafiam na świetne artykuły, zdjęcia, wywiady, przepisy, muzykę (można wymieniać właściwie w nieskończoność) tylko dlatego, że ktoś je znalazł i postanowił posłać w świat – podzielić się. Coś polecić, albo coś odradzić. Chciałabym do tego dołożyć też trochę własnych odkryć i zachwytów, dlatego proponuję Wam nowy cykl na blogu. Na razie bez sztywnych ram. Po prostu jak nazbieram kilka dobrych rzeczy, to będę się nimi dzielić – znajdzie się coś dla każdego zmysłu 🙂

Dla uszu

Tu mam chyba najwięcej, bo ta jesień wręcz obfituje w premiery nowych (genialnych!) albumów. Zdecydowanie uwiódł mnie Leonard Cohen, który najnowszy album podobno nagrał, siedząc na wózku inwalidzkim. Poszłabym na koncert nawet dziś!

Na nową płytę Fisza czekałam właściwie już od czerwca, kiedy po raz pierwszy usłyszałam singiel Telefon i nie zawiodłam się. Za to zupełnie zaskoczył mnie Taco Hemingway, do którego jakoś nie do końca umiałam się przekonać. A tu Marmur podpowiada, że nawet nie zauważyłam, jak przepadłam. Wisienką na tym jesiennym muzycznym torcie niech będzie Wojtek Mazolewski – pyszny jak zawsze!

Dla oczu

Ostatnio jakoś nie mogę zmobilizować się do oglądania seriali, bo do starych nie chcę mi się wracać, a z nowych jakoś nie potrafię wybrać. Ale po kilku poleceniach zrobiłam wyjątek dla polskiego (!) serialu „Belfer”. O Panie Maćku Stuhrze, jakie to jest dobre! Trochę dużo wątków, ale naprawdę dobrze zagrane, ładnie budują klimat i scenografia na 5+. A scenariusz napisał Jakub Żulczyk. Warto rzucić okiem.

W kinie też mam zaległości, które nadrobiłam tylko minimalnie pod wpływem moich dawnych, ale silnych uczuć do Tima Burtona. „Osobliwy dom Pani Peregrine” nie zachwyca, choć postaci i świat przedstawiony są oczywiście przepiękne! Szkoda tylko, że oprócz fantastycznej wyobraźni, film ma tak naprawdę niewiele do zaoferowania, a historia przecież z potencjałem.

Dotknęło do żywego albo miło pomiziało

Są rzeczy, które nas dotykają do żywego i są takie, które przyjemnie intelektualnie miziają. Do tych drugich zaliczam fanpage Janina Daily i blog o tej samej nazwie. Dlatego ucieszyłam się, czytając wywiad z autorką, w którym mówi o bardzo bliskim mi podejściu do funkcjonowania internetowej społeczności, roli humoru i dystansu w życiu oraz o jedzeniu, oczywiście: http://www.follower.pl/janina-daily-wywiad

Na języku i w aromatach

Uwielbiam gorące napoje, te wszystkie herbaty na milion sposobów, grzane wina, gęste czekolady z wiśniówką itd. A odkąd tydzień temu polubiłam imbir, to wachlarz możliwości jeszcze się powiększył, choć nadal nie wypróbowałam wszystkich propozycji Maćka z bloga Wygrywam Z Anoreksjąhttps://wygrywamzanoreksja.pl/wokol-jedzenia/10-ksiazek-i-10-rozgrzewajacych-napojow-na-dlugie-zimowe-wieczory/
Przy okazji podrzucam przepis na jesienną Herbatę ze wszystkim wg Małego Blondu (tajna receptura, opracowana jeszcze na studiach pewnego bardzo zimnego wieczoru w mieszkaniu z zepsutym ogrzewaniem):
Składniki: czarna herbata, miód, pomarańcza, cytryna, goździki, cynamon, nalewka – najlepiej wiśniówka lub pigwówka, ale wszystkie owocowe domowej roboty właściwie się sprawdzają, od tygodnia również imbir
Ilości: tak na oko, ale polecam naprawdę duży kubek (z resztą umówmy się – duży kubki to jedyne właściwe kubki)
Zaparzacie herbatę, jak trochę ostygnie, to dodajcie miód, mieszacie, wrzucacie cytrynę i pomarańczę, lekko dociskacie łyżeczką, dodajecie przyprawy, chlust nalewki i proszę bardzo – ten wieczór na pewno będzie dużo lepszy!

Do zobaczenia zaś, jak macie jakieś propozycje dla 6 zmysłu – to komentarze są Wasze 🙂

Na zdjęciu głównym w tym cyklu zawsze będzie morze, które pieści wszystkie moje zmysły.

Navigate