*

Biegnąc myślą wstecz, widzę niewyraźnie majaczące przeżycia mego najmłodszego dzieciństwa, które zazwyczaj każdemu człowiekowi w swej epoce życia najpiękniejszymi się przypominają.
Bo czy jako maleństwo nie jest się kochanym? Noszonym na rękach, pieszczonym? 

***

Boże Narodzenie, rok 1944

Wigilia

Pasterka w tym roku o godzinie 4 po południu była. Jakże smutno mi było, łzy cisnęły mi się do oczu i nawet modlić się nie umiałam. Ludzie płakali wszyscy, każdy przypominał swych najdroższych, jedni poginęli w łagrach, inni na frontach, inni znajdują się na obczyźnie w niewoli. Tak to teraz zamiast wesela, smutek i płacz panuje wszędzie!
Dzisiaj przez południe był nalot, taki ogromny jak u nas dotychczas nie bywał. Zdawało się, że szyby popękają. Nie wiadomo gdzie co zniszczyli, w każdym razie strat będzie nie mało.

27 grudnia 1944

Już od rana pięknie bieli się świat. Śnieg dotąd wstrzemięźliwy, przybrał cudem swym cały świat. Miło jest patrzeć przez szybę w oknie, gdy w ciepłym pokoiku ogień wesoło trzaska w starym żeleźnioku.

20 stycznia 1945

Wieczorem bombardowanie dwie i pół godziny trwało, do dziś prądu nie ma. Wyszłam zobaczyć, jak niebo płonęło. Jak świetlne „choinki” stały w obłokach, znikała jedna taka, momentalnie ukazywała się inna. Raz to czerwona, raz niebiesko-fioletowa. Przed wojną nigdy czegoś podobnego nie widziałam. Dziś też już dwa lub trzy razy słychać było bombardowanie. Wieczorem znów będzie „las”. To tak jakby naprawdę tak być już zawsze musiało. Ja to już tak się do tej grozy przyzwyczaiłam, że gdy okna zaczną drżeć i drzwi zamykać się z hukiem, patrzę i słucham obojętnie, uspokajam innych. Zdaje mi się, że inaczej nie może być. (..)
Dzień jakoś tak przeleci. Najbardziej wlecze się noc. Jest cicho i wtedy to zdaje się, że dom od huku dział rozpadnie się. 

29 stycznia 1945

Żyjemy pod panowaniem Rosji. Przez trzy dni szalała straszna burza wojenna, zdawało mi się, że była to wieczność, inne życie, jakieś dotychczas wcale nieznane mi. Że szczęśliwie z tego wyszliśmy to cud chyba. W piątek zdawało się, że to koniec dla nas wszystkich. Wypadały szyby i okna z futrynami, odłamki wpadały do kuchni, dachy zrywało, cegła i tynk pękały. Coś okropnego. Co tu wszystko się działo nie jestem w stanie opisać, może kiedyś… Dziś jednak nie potrafię opisać. Po tygodniowym mieszkaniu w piwnicy, człowiek nie może się zebrać ani poznać. 

7 marca 1945

Niedawno słyszałam audycję angielską. Tak pięknie mi się słuchało, nawet dużo, większą część rozmowy zrozumiałam. Gdyby tak była gdzieś sposobność uczyć się tego języka… Moje stare marzenie! (…)
Przeciez te czasy muszą się skończyć! I znowu uśmiech na naszych ustach zawita. Jestem jeszcze młoda i chcę wszystko dzielnie znieść, wszystko mężnie przetrzymać. A kiedyś otrząsnąć się z tego okropnego życia, zacząć nowe, inne, szczęśliwe życie! Bez wojny. 

***

Czasy są różne, ale żeby tylko wojny nie było. Wojna jest straszna.

 ***

Wy macie teraz świat otwarty! I bardzo dobrze, że możecie jeździć, oglądać. My mieliśmy świat zamknięty, nigdzie nam nie wolno było nosa wychylić. Wszystko nam z tej młodości pozabierali.

***

Ty jesteś teraz młoda to masz się bawić. Ja też lubiłam tańczyć! Pamiętam, jak kiedyś w Sylwestra na nartach całą noc przetańczyliśmy w butach narciarskich! W takich ciężkich butach, że jak potem nogi bolały! Ale to była młodość, to człowiek tańczył, a bólu nie czuł.

Twój dziadek to nie przepadał za zabawami, on tylko nos w książki. Ale ja tańczyć bardzo lubiłam!

***

Nie przejmuj się, ludzie to się mogą w każdym miejscu poznać. A byle co to nie bierz. Lepiej być samemu niż się z kimś całe życie męczyć.

***

Ty to taka jesteś Anusiu jak przecinek, że Cię wiatr porwie! Mnie też tak tata mówił, że jak tam pójdę obok św. Jana, to mnie wiatr porwie! Taka byłam malutka i drobniutka, a patrz jak długo żyję.

***

Ty dopiero idziesz pod górkę, jeszcze nawet nie jesteś na tym wierzchołku. A ja już z górki, już na mecie prawie. Tak to życie leci.

____________________

Wszystkie fragmenty zapisane kursywą pochodzą z dziennika mojej Babci.
Bez wdzięczności pożegnania nieodwracalne chyba nie byłyby możliwe.

Navigate