Historie przeważnie prawdziwe

Między nami już dobrze

Odkąd pamiętam, nie umiałam wybaczyć kalendarzowi listopada. Tego rozboju, który corocznie zabiera biały dzień. Bezkarnie! Wśród ostatnich promyków jesiennego słońca wchodzi cały na szaro i razi ponurością. Mnie najbardziej po uszach: muzyką, do której można się co najwyżej pochlastać. W końcu jednak trafia i w serce. A wtedy najbardziej wybaczyć nie potrafię sobie. Przez ostatnie lata było mi trochę łatwiej. Przede wszystkim dlatego, że w listopadzie nie miałam czasu na spanie, jedzenie czy pranie. A czasem nawet na sikanie. Na nic właściwie nie miałam czasu, co w wielu sprawach utrudnia, ale akurat niezajmowanie się własnym życiem bardzo ułatwia. Poza tym kto by się przejmował jakimś tam listopadem, jak tu się zmieniał świat. A ja szczęśliwie mogłam być tego częścią. Tak więc pracowałam od rana do nocy, a mój prywatny listopad mijał niepostrzeżenie. Natomiast ten współdzielony z innymi był pełen wysiłku, ale też wzruszeń, które nawet dziś – przykurzone decyzjami z…

Ja też

Poczekalnia Poczekalnia w prywatnej przychodni. Dwaj panowie w rodzaju piękni młodzi zajebiści i z wielkich ośrodków. Czekają grzecznie, garniturki im się mną tylko troszkę, rozmawiają o sprawach wielkiej wagi średniego szczebla zarządzania w globalnym biznesie. Wtem: – A Ty wiesz, że ten Arek ze sprzedaży wyleciał dyscyplinarnie? – No co Ty mówisz! A co to się stało? – A, no wiesz, takie tam… Niby molestowanie, a po prostu czasem koleżankę z działu gdzieś tam szczypnął czy w tyłek klepnął. Jedna z drugą się wkurzyły, poszły na skargę i po gościu. – Co Ty gadasz, bez jaj… No mogły się wkurzyć, ale wiadomo, że on to sobie lubił tak pożartować, nic złego przecież… Niby molestowanie. Lubił sobie pożartować. Nic złego przecież. 2017 Stół Konferencja. Jeden bardzo poważny pan po prawej i jeden bardzo poważny pan po lewej. Tematy również poważne. Jest zawodowo, merytorycznie. Wtem pan po lewej – z poważnym tytułem…

Słodko i słono

Ty udajesz, że po raz pierwszy aż tak, ja udaję, że nigdy wcześniej. Tak długo jak udajemy dla siebie – jest dobrze. Zawieramy te wszystkie umowy na wyjątkowość i niepowtarzalność. Zwykle między, ale tego popołudnia umówiłam się ze sobą. Było dobrze. To był przedostatni dzień wakacji, a ja po raz pierwszy leżałam nad tym morzem, nad które przychodziłam codziennie. Pogoda się wyraźnie psuła, więc liczyłam na samotność. Chciałam być tam sama, żeby pomyśleć o byciu z kimś. Nie udało się. Przez czwórkę ludzi młodszych ode mnie przynajmniej o dekadę. Zajęli cały betonowy cypel. Miejsce centralne – widoczne z każdego miejsca plaży i z góry. Zagospodarowali go słuchawkami, telefonami, chipsami, kocem, 2l piwem w plastikowej butelce, a przede wszystkim dopiero co wyklutą młodością. Trzech chłopaków i dziewczyna. Po słońcu nie było już nawet śladu, ale wszyscy rozebrali się do strojów kąpielowych. Tylko ona wskoczyła do wody. Zwinnie i uważnie, tak, że…

Lato jest tylko jedno w życiu

Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze. – Tove Jansson Połowa lata to dojrzałość. Czyli miłość, ale przeklęta.  Jest coś rozpaczliwego w każdym kochaniu, o którym wiemy, że za chwilę będzie musiało się skończyć. Kiedy pod koniec lutego zdarza się dzień, który choć trochę zapachem przypomina wiosnę, potrafię krzyknąć: „Jak pięknie, niedługo będę truskawki!”. Potem z utęsknieniem czekam na pierwszy poranek, w który nie założę do sukienki rajstop. A kiedy w końcu przychodzą czerwcowe, niekończące się wieczory ja już się martwię, że za chwilę będzie po wszystkim. Bo lato mam tylko jedno w życiu. Sierpień to połowa, czyli nauka o dojrzałości. Najmniej poetyckim z życiowych stanów. Bo bez zawrotów w…

Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 2

Jeśli chodzi o moje kinowe flirty, sympatie i zauroczenia, to tegoroczne letnie przeglądy filmowe bardzo im odpowiadają. Dlatego nie wszystko zmieściło się w części pierwszej – łapcie kolejną porcję filmów, które warto nadrobić latem! A na końcu jeszcze jedna lista i nieśmiałe zaproszenie 🙂 Zwariować za szczęścia (reż. Paolo Virzi) – miałam nadzieję, że ten film będzie bardziej komedią niż nie. No cóż, nie był. Nie brakuje w nim co prawda absurdów, które mogą rozbawić, ale opowiada raczej o życiu na granicy rozpaczy. Jest intensywnie i emocjonalnie. Troszkę mnie zmęczył, ale w czasem warto sobie przypomnieć, jak łatwo jest zwariować. Młodość (reż. Paolo Sorrentino) – filmami Sorrentino dzielę się niechętnie i zwykle oglądam je jednak sama. Wzbudzają we mnie wyjątkowy rodzaj wzruszenia, bardzo intymny. Są słodkie i tak bardzo gorzkie jednocześnie, że zdarza się przy nich przełykać łzy, czując ciepło w sercu. Przepiękne. Wielkie Piękno (reż. Paolo Sorrentino) – ten film przynajmniej raz w życiu…

Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 1

I znowu był czerwiec – łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Nie wiadomo, jak najlepiej je przeżyć. (…) Można ich – tych niekończących się wieczorów – tylko żałować, kiedy już przeminą, kiedy dzień będzie coraz krótszy. Są nieuchwytne. Adam Zagajewski Nieśmiało i z uczuciem, że najprawdopodobniej nie wypada, ale odrobinę poprawię pana Adama. I znowu było lato. Łagodne, długie, wolno gasnące wieczory, wieczory które… warto spędzić w kinie! Co prawda latem wolę życie na zewnątrz, wolne od ścian i sufitów. Ale dla kina (do którego – jak wiecie – chodzę tylko z miłości) robię wyjątek. Bardzo lubię wszystkie letnie przeglądy, bo pozwalają nadrobić filmy, na które wcześniej zabrakło czasu lub niechcący mi umknęły. Albo wybrać się na coś drugi i kolejny raz. Czasem pod chmurką i na kocu (Nobla dla tego, kto wymyślił…

Zadzwonimy po Tatę

Dom weselny pod szyldem żeńskiego imienia. Dookoła ogród z katalogu ładnych obrazków. Sympatycznie. Jest też staw, a za ogrodzeniem – łódka! Czyli trzeba spróbować. – To co po 22 spróbujemy przesunąć ten płotek? – No dobra, bo ona chyba nie jest przywiązana. Tylko nie widzę wiosła. – To nic, jakoś się odepchniemy. – A co jak nie będziemy umiały wrócić? – To zadzwonimy po Tatę. Wbrew pozorom to nie było 10 lat temu, tylko tydzień temu. Na szczęście Tata nie musiał pływać w stawie, bo w łódce było sporo wody, więc szkoda sukienek. Ale kiedyś musiał. Jak jedna z nas w wieku lat 4 spontanicznie zdecydowała się na kąpiel w górskim potoku. Wiem, że teraz – 20 lat później – byłoby tak samo. *** Nie jest Tatą idealnym, ale tak sobie myślę, że to nie lada wyzwanie być ojcem trzech córek. Umieć się odnaleźć w tych wszystkich emocjach mnożonych potrójnie,…

Szkoła życia według Meredith Grey

Kocham lato. Lato zasługuje na wszystko, co najlepsze. A przede wszystkim na to, żeby było po prostu dobre. Ale kilka lat temu wyszło dokładnie odwrotnie i przytrafiło mi się lato, o którym wolałabym nie pamiętać. Fatalne. Najgorsze w moim życiu. Jakkolwiek idiotycznie to zabrzmi, w tej upalnej beznadziei przemówiły do mnie nie truskawki, nie hamak i nie rzeka, ale Meredith Grey. Przemówiła od razu z rozmachem i w dużej dawce, bo pamiętam, że zobaczyłam wtedy ciurkiem całe 6 sezonów Grey’s Anatomy. Tegoroczne lato zapowiada się co prawda o dosłowne niebo lepiej od tamtego, ale nie do końca wytłumaczalna słabość do serialu pozostała i wraca do mnie wraz z nieprzyzwoicie długimi wieczorami. Prawdopodobnie jest to klasyczny przypadek guilty pleasure. Powodów upatruję w końcowych mądrościach Meredith, które jakoś zawsze pasują! Zdradzam „moje” najbardziej trafione: Sezon 13  Nobody wakes up thinking: „My world will explode today. My world will change.” Nobody thinks that.…

Klątwa sukienkowa

LATO 2016 Wszystko zaczęło się niemal rok temu. Pojechałam wtedy z mamą na zakupy. Tutaj mogłabym się wysilić na jakąś porywającą metaforę czy zabawny opis, który przybliżyłby Wam nieco, co to znaczy pojechać na zakupy z moją mamą. Na szczęście nie muszę, bo język polski służy mi idealnym zwrotem, o którym czasem myślę, że został wymyślony właśnie po to, na tę tylko jedną okazję opisu sytuacji kobiet, udających się na zakupy: PRZEPAŚĆ Z KRETESEM. To właśnie przytrafia się mojej rodzicielce, kiedy tylko mija rozsuwane drzwi. A później na próżno jej już szukać między wieszakami, przymierzalniami i promocjami. Zniknęła, nie ma, jak kocha to wróci. Najwyraźniej był to dzień deficytu matczynej miłości, bo mimo, że drzwi kolejnych sklepów były otwarte na oścież, żadne nie chciały wypuścić rodzicielki. Nieco znudzona sytuacją, nie wiedząc, ile to jeszcze może potrwać, wpadłam na szalony pomysł, że może by się tak też dać porwać temu zakupowemu…

Niemożliwe

Zawsze wolałam Boże Narodzenie. Magiczną atmosferę grudnia i ciepło, które bije z każdego kąta. Pachnącą choinkę i melodie kolęd. Opowieści o wybaczaniu i kochaniu, które przychodzą wraz z pierwszą gwiazdką, bo przecież „w tym czasie nikt nie powinien być sam”. W tym porównaniu Wielkanoc wypada jakoś tak blado i nieatrakcyjnie. A przede wszystkim na wskroś samotnie. Niby jest miło i wesoło. Bo przecież kolory palm i pisanek, święcenie koszyczka z jedzeniem, szukanie zajączka i śmigus-dyngus. Próbujemy białym obrusem i umytymi oknami, żeby było bardziej po ludzku i po naszemu. Tymczasem to są święta całkiem nieludzkie. Może dlatego takie trudne do lubienia. Nie ma w nich radosnego oczekiwania na narodzenie, które każdy z nas zna, odkąd przyszedł na świat. Są za to dwa wielkie i przytłaczające słowa: odkupienie, którego na ochotnika pewnie wolałabym nie próbować na własnej skórze i zmartwychwstanie, czyli to, o czym nie wiem nic. Tajemnica z tych niepojętych…

Navigate