Historie przeważnie prawdziwe

Jak pękało mi serce, czyli Manchester by the Sea

Od lat nie płakałam w kinie. Mimo, że chodzę do kina tylko z miłości, to jednak nie potrafię we wzruszenie przed wielkim ekranem. A Manchester by the Sea łza po łzie znaczył pęknięcia na moim sercu. Każde jedno. I nie było to jedynie tanie wzruszenie, choć historia tak bardzo zwyczajna. Aż chciałoby się powiedzieć, że po prostu życie. Bo to jest film o życiu, w jego najbardziej ludzkim wymiarze. Człowiek nie beczka Główny bohater Lee Chandler (w tej roli fenomenalny Casey Affleck) jest dozorcą na jednym z wielu osiedli w Bostonie. Wszystko jest zwyczaje i codzienne. Trudno wyobrazić sobie, że między odśnieżaniem podjazdu a przetykaniem toalety może wydarzyć się coś ważnego czy spektakularnego. A jednak nawet w tym wolnym tempie jakby znikąd przychodzi napięcie, którego nie można zignorować. Bo być może właśnie o takich jak Lee myślał Wiesław Myśliwski, kiedy pisał w Widnokręgu, że „człowiek nie beczka. Nie wszystko się…

Okres. Historia prawdziwa

Każda z nas doświadczy w swoim życiu menstruacji średnio pół tysiąca razy na przestrzeni około 35 – 40 lat. Nie ma ani jednej kobiety na świecie, której ten temat by nie dotyczył, a tylko w tym momencie przez menstruację przechodzi jakieś 300 milionów z nas! Co więcej: nikogo z nas nie byłoby na świecie, gdyby ten naturalny proces nie zachodził. Mimo tej skali i powszechności zjawiska (że tak to na razie ujmę), nadal jest to temat jakby mało wygodny, niezbyt komfortowy, a już na pewno niepopularny. Pytanie, czy jest jakikolwiek sensowny powód, by ten stan utrzymywać. Bo mnie się wydaje, że nie. Kultura w rozkroku O tym jak miesiączka była postrzegana w różnych kręgach kulturowych i na przestrzeni wieków wielu dużo mądrzejszych ode mnie ludzi napisało już tysiące stron, więc nie będę tego powtarzać. Jednym z głównych punktów wspólnych jest pewien rodzaj ambiwalencji w podejściu. Z jednej strony miesiączkujące kobiety…

Do kina chodzę tylko z miłości

W jednym z moich ulubionych wierszy Stanisław Barańczak napisał, że łzy w kinie płyną łatwiej niż w życiu*. Moje chyba nie, bo bardzo rzadko płaczę, oglądając filmy. Ale rzeczywiście jest to dla mnie przestrzeń pewnej intymności. Nigdy nie umiałam traktować kina jak zwyczajną rozrywkę. Sama już nie wiem, od czego się zaczęło. Ale chyba od tych wszystkich klasowych wyjść do kina, które zawsze były dla mnie torturą. Wśród głównych winowajców wymieniłabym zdecydowanie zbyt tłumne towarzystwo, latający w powietrzu popcorn i filmy wybierane przez ciało pedagogiczne prawdopodobnie wyłącznie ze względu na morał (duże słowo). Wtedy zrozumiałam, że takie kino nigdy nie będzie dla mnie. Kilka lat później w deszczu biegłam ulicą Grodzką. Buty ślizgały mi się na każdej kostce mokrego bruku i pewnie skończyłoby się to upadkiem, gdyby nie ręka, której się trzymałam. Pamiętam, że wpadliśmy do kina całkiem przemoknięci i zgrzani. Rezerwacja dawno przepadła, ale zostały dwa wolne miejsca w…

Zakrzywianie rzeczywistości – 18 sprawdzonych sposobów

Przeczytałam, że w lutym wszystko jest trudne jak w ruskiej bajce, więc od marca nadzieja. To prawda. Luty zawsze przypominał mi trochę listopad. Z tym, że po szarzyźnie przedostatniego miesiąca w roku dostajemy tylko chwilowe pocieszenie w świątecznej atmosferze grudnia, a później zima trwa i trwa, jakby miała nie mieć końca. W lutym jest inaczej. Może też ponuro, może też wydaje się, że ten chłód nas nigdy nie opuści… A jednak gdzieś w głębi człowieka budzi się przeczucie, że jeszcze tylko chwilka i znowu będzie wiosna, że gdzieś pod tą zmarzniętą ziemią jest już nowe życie. Początek roku (wygląda na to, że niemal zgodnie z założeniami ;)) był czasem zmian i decyzji oraz… robienia rzeczy po raz pierwszy w życiu! Okazało się, że bywa to całkiem trudne, zwłaszcza kiedy większość z nich jest poza tą osławioną strefą komfortu. Ale kiedy już przebić się przez tę zmarzlinę, to można znaleźć coś,…

Życie to nie jest wielka rzecz

Wszystko zaczęło się od kartki świątecznej. Żadna wyjątkowa, kawałek grubszego papieru z bożonarodzeniowym obrazkiem. Na odwrocie kilka ciepłych słów, garstka wspomnień i jeden uśmiech. Tyle tylko, że przyszła o jakiś miesiąc za późno. Za to w samą porę, by rozświetlić naprawdę ponury poranek. Później to ciepło podtrzymały pyszna kanapka, bo nie dość, że w ulubionym miejscu, to jeszcze podana z uśmiechem; jeden rozdział naprawdę dobrej książki i nowy pociąg, w którym było miejsce przy oknie. I konduktor z poczuciem humoru. Tak niewiele trzeba, by zapomnieć o telefonie, który nie dzwonił, więc nie realizował swojej najbardziej podstawowej funkcji – zapewnienia, że ktoś dla nas jest. Podobnie wczoraj. To po prostu nie był miły dzień, właściwie robił mi na złość na każdym kroku. Nie dawałam się, ale ileż można, kiedy wszystko jest trudne jak w ruskiej bajce. Zapobiegawczo siedziałam więc w miejscu wystarczająco publicznym dla niechcianych łez. Aż nagle na mojej klawiaturze…

Wpis antykulinarny

W jednej z moich ulubionych komedii romantycznych Życie od kuchni  (ang. No Reservations) Catrina Zeta-Jones i Aaaron Eckhart gotując kolejne sosy doprawiane szafranem, śpiewają razem włoskie arie i zakochują się w sobie bez pamięci. Między patelniami i rondlami dzieje się prawdziwa magia, a jedzenie przywraca światu właściwy – dobry i pełen miłości – porządek. Niestety, życie to nie film. A już na pewno nie życie w kuchni. Uczucia mijają, głód – nigdy Dlatego, jeśli już się z kimś wiązać, to koniecznie z kimś, kto potrafi gotować. Z takiego też założenia starałam się wychodzić, wierząc, że wspólne gotowanie niekoniecznie zaprowadzi mnie przed ołtarz, ale zapewni przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie. Sprawa stała się szczególnie paląca po wyprowadzce na studia, kiedy to wyszło na jaw, że moja mama niespecjalnie lubi pakować słoiki. Szybko okazało się, że to rzeczywiście tak działa (z tym jednym posiłkiem, nie z ołtarzem) pod warunkiem, że moja rola ogranicza się do…

Szczęśliwa dwunastka, czyli inne podsumowanie roku

Na powitanie: Prztyczek Obiecywałam sobie i innym już od dawna, ale ciągle „coś”. Wymówki się nie kończyły, choć była już najwyższa pora. W takich chwilach najlepiej sprawdzają się przyjaciele, którzy wiedzą, kiedy jesteśmy gotowi. Nie czekają, tylko dają prztyczka w nos. Z zaskoczenia. Bez tego nie byłoby tu dziś pisania. Dziękuję! *** Tęgie Chłopy  Było tłoczno i duszno, piwo nie pomagało, a za chwilę miało już tylko przeszkadzać. Na horyzoncie tuba, skrzypce, akordeon i chłopcy w koszulach. Na początku nieśmiało, potem już skocznie i bezwstydnie, bo usta Twoje gorące. Wszystkie strachy przełamały się w rytm dansingu. Antresola  Za oknem hulał zimny wiatr i padał jeszcze zimniejszy deszcz. Wiosna, choć już tak blisko, wydawała się nierealna. Leżeliśmy na brzuchach, patrząc z góry na chrapiącą trójkę. Mimo hałasu nosów i gardeł, było beztrosko i spokojnie. Z twardą podłogą wygrał miękki dotyk. Scena Szklane drzwi co chwilę się uchylały, na kolejnym krześle pojawiała…

Jak zarabiam na cudzej krzywdzie

Waszą uwagę przykuł krzykliwy, kontrowersyjny tytuł? Taki klasyczny clickbaite jak to mówią w „branży”? To dobrze, bo to prawdziwe zdanie, które usłyszałam całkiem niedawno jako komentarz do tego, że pracuję w organizacji pozarządowej. Była to nawet ciekawa nowość, bo zwykle słyszę tylko: O, to oni ci płacą? Z tego w ogóle da się wyżyć?  Czyli pogarda albo politowanie. Czasami uprzejme zdziwienie. Rzadko coś więcej. Proszę, bądźcie tym więcej. O tym, że będę kiedyś pracować w organizacji pozarządowej, wiedziałam już w połowie studiów. Wcześniej byłam związana z kilkoma przez wolontariat. W ten sposób zupełnie od dołu i od środka poznawałam ich potrzeby oraz problemy, ale też chłonęłam ideę i podziwiałam rozmach przedsięwzięć, nawet jeśli w mikroskali. To był dla mnie fascynujący świat, w którym pasja łączyła się z profesjonalizmem. Mimo, że nie studiowałam niczego, co byłoby związane z trzecim sektorem, byłam pewna, że właśnie tam chcę pracować. Nie wiedziałam jeszcze konkretnie…

Dodatki

Podobno na Facebooku bardzo sprawnie funkcjonują grupy, w których ludzie doradzają sobie, jaki powinien być dom. To działa tak, że ktoś może umieścić zdjęcie szafy i całego pokoju, a inni piszą, jak ten mebel ustawić, a nawet co postawić na nim. Czasem pojawiają się też pytania o rzeczy drobniejsze, czyli tak zwane dodatki. Na przykład o najważniejszy dodatek w domu. Wśród wielu wypowiedzi na temat (gruby koc, kwiaty, poduszki), pojawiły się też takie nie na temat: ciepło, miłość, spokój. Pomyślałam wtedy trzy rzeczy. Jeden – coś nie tak, skoro to są dodatki. Dwa – to już chyba nie jest dyskusja o meblowaniu domu. Trzy – tani sentymentalizm. Pierwsza refleksja była raczej z tych smutnych, a trzecia z banalnych, więc zdecydowałam, że przeczytam dyskusję kluczem numer dwa. W ten sposób dowiedziałam się ciekawych rzeczy o urządzaniu życia. Głównie cudzego. Przede wszystkim należy być w tym procesie bezwzględnym i jednoznacznie oceniać zupełnie…

Policz do 10. Myśli na urwanie głowy

Listopad, czyli miesiąc, który ma niesamowity potencjał na bycie najbardziej bezproduktywnymi 30 dniami w roku, od kilku lat ze względów zawodowych mija mi wręcz niepostrzeżenie. Jest czasem, w którym robię wszystko, co mogę i to czego nie mogę, to też robię (bo jakie mam inne wyjście). A żeby się wyrobić, to i tak musiałabym wstać i zacząć rano w 1993. Skłamałabym, pisząc, że tego nie lubię. Od zawsze wolę, kiedy dzieje się za dużo i wszystko na raz. Co nie znaczy, że czasami nie mam tego dość.  Wtedy zamiast liczyć do 10 – szczerze podziwiam ludzi, którym wystarcza 10 sekund na doprowadzenie się do porządku – sięgam po ratunek w postaci 10 myśli na urwanie głowy. Nie obiecuję, ale może u Was też zadziałają: Jak coś robić, to z rozmachem. Jedna z moich ulubionych nie tylko pracowych, ale „życiowych” zasad. Ma w sobie siłę, energię i radość. Choć na takie duże…

Navigate