Prosto z głowy

Dobry prezent – krótki przewodnik

Niby kojarzą się nam jako coś miłego, oczekiwanego i sprawiającego dużo radości. Ale jakoś tak wychodzi, że w okresie przedświątecznym budzą raczej frustrację. Bo nie ma czasu, bo nie wiadomo, co kupić, bo ten to już wszystko ma. Kończy się na książce z napisem bestseller, winie z Domu Wina albo stówie do koperty. A biegając po galeriach handlowych, wszyscy tęsknimy za szkolnymi czasami, kiedy wystarczył dezodorant i mandarynki. Tymczasem obdarowywanie jest jednym z milszych sposobów na docenienie ważnych dla nas ludzi i relacji, więc warto zrobić to dobrze – nawet jeśli tylko od święta. Poniżej kilka moich własnych zasad dawania prezentów (nie ukrywam, bardzo lubię to robić), może przydadzą się i Wam 🙂 To nie transakcja wiązana Wiem, że są ludzie, którzy wybierając prezenty, myślą przede wszystkim o tym, czy to właśnie ich podarunek będzie wyglądał najefektowniej pod choinką i czy wystarczająco „drogo”. Wiem, że są i kompletnie ich nie…

Najpiękniejsze reklamy świąteczne 2016 – moja piąteczka

Miłe dla oka, pełne ciepła i ładnych obrazków. Nie da się ukryć, że okres świąteczny wyjątkowo sprzyja reklamie. Już z końcem listopada pojawia się całe mnóstwo chwytających za serce i wzruszających klipów. Muszę przyznać, że z przyjemnością oglądam większość z nich, doceniając pomysły i realizację. Całkiem subiektywnie dzielę się z Wami pięcioma, które według mnie najpiękniej opowiadają o tym, czego wszyscy szukamy wśród płatków grudniowego śniegu 🙂 ❆ John Lewis Christmas Advert 2016 – #BusterTheBoxer Ich świąteczne reklamy zawsze są na najwyższym poziomie i muszę przyznać, że należą do moich ulubionych. Opowiadają bardzo prostą, choć doprawioną magią historię, mają idealnie dobraną muzykę, a szczegóły sprawiają, że klimat jest wprost niepowtarzalny. [SPOILER]: Moje pierwsze spotkanie z trampoliną wyglądało bardzo podobnie 😀 https://www.youtube.com/watch?v=sr6lr_VRsEo ❆❆ Come Together – directed by Wes Anderson starring Adrien Brody – H&M Ta reżyseria, to wykonanie, ten klimat! Co tu dużo mówić, to jest po prostu majstersztyk <3 Mogłabym wsiąść…

5 zmysłów: jesienne płyty, wywiad o jedzeniu i herbata ze wszystkim (tajna receptura!)

Z wielu powodów, dla których lubię internety, najważniejsza jest chyba możliwość dzielenia się. Każdego dnia trafiam na świetne artykuły, zdjęcia, wywiady, przepisy, muzykę (można wymieniać właściwie w nieskończoność) tylko dlatego, że ktoś je znalazł i postanowił posłać w świat – podzielić się. Coś polecić, albo coś odradzić. Chciałabym do tego dołożyć też trochę własnych odkryć i zachwytów, dlatego proponuję Wam nowy cykl na blogu. Na razie bez sztywnych ram. Po prostu jak nazbieram kilka dobrych rzeczy, to będę się nimi dzielić – znajdzie się coś dla każdego zmysłu 🙂 Dla uszu Tu mam chyba najwięcej, bo ta jesień wręcz obfituje w premiery nowych (genialnych!) albumów. Zdecydowanie uwiódł mnie Leonard Cohen, który najnowszy album podobno nagrał, siedząc na wózku inwalidzkim. Poszłabym na koncert nawet dziś! https://www.youtube.com/watch?v=okaqXB6Ns5s Na nową płytę Fisza czekałam właściwie już od czerwca, kiedy po raz pierwszy usłyszałam singiel Telefon i nie zawiodłam się. Za to zupełnie zaskoczył mnie Taco…

Rzeczy dobre tylko jesienią

Każdy kto mnie zna, wie, że jeśli świat zależałby wyłącznie ode mnie, najprawdopodobniej urządziłabym go w temperaturze + 25 stopni i zapełniła słonecznymi dniami. A oficjalnym strojem narodowym byłyby sukienki i japonki. Żadnych rajstop, żadnych wysokich butów, żadnych płaszczy. Niekończące się lato – to mój świat, niestety od końca września najczęściej już tylko w mojej głowie. Dlatego nadejście jesieni każdorazowo, co roku i odkąd tylko pamiętam jest dla mnie strasznym ciosem, niemiłym zaskoczeniem i czymś czego ja się absolutnie-brzydkiesłowo-nie spodziewam. Ale nauczona tym przykrym życiowym doświadczeniem, że nawet jak ja sobie nie daję wmówić jesieni, to ona i tak się jednak zadzieje (więc lepiej polubić niż płakać), odkryłam, że są rzeczy, którym ta pora wyjątkowo sprzyja. Melancholia Jesienią w końcu można być bezkarnie smutnym! I nikt nie pyta: stało się coś? Może się uśmiechniesz? , bo wszyscy czują, że to ta jesień. A jak nie czują i jednak zapytają, to zawsze…

Błoto, które zmieniło moje życie

Minimum wysiłku, maksimum wrażenia – to zasada, która od lat towarzyszy mi w kuchni. Bo gotować raczej nie lubię, niespecjalnie się na tym znam i na dodatek zajmuje to według mnie stanowczo zbyt dużo czasu. Ale wiadomo, że czasem w garach zamieszać trzeba, na dodatek na przyjemność nie tylko własną. I głównie na tę okazję przygotowałam sobie kiedyś krótką listę przepisów: prostych, ale ciekawych i smacznych dań, których przygotowanie zajmuje maksymalnie 30 minut, i które nigdy nie zawodzą. Wtedy moje życie zmieniło się bezpowrotnie po raz pierwszy. Po raz drugi, kiedy tę samą zasadę zastosowałam w łazience. Mam skórę jasną, wrażliwą i skłonną do podrażnień. Przy dobrej pielęgnacji jest bardzo gładka, miękka i przyjemna w dotyku, więc w sumie nie miałabym na co narzekać. Tyle tylko, że ta dobra pielęgnacja odkąd pamiętam kojarzyła mi się z wydanymi milionami monet, godzinami spędzanymi w łazience i licznymi uczuleniami. Czyli totalnie nie dla…

Lato, nie kończ się

Gdybym mogła wybrać porę roku, jaką jestem, chciałabym być latem. Nie dlatego, że to moja ulubiona – w różnorodności jest więcej ciekawego. Ale lato to po prostu co innego. To nie tylko przeżycia, podróże, wakacje, ciepło, sukienki, lody. To stan umysłu. Najpiękniejsze dzieje mi się latem. Przychodzi niespodziewanie, choć oczekiwane. Odchodzi powoli, ale zbyt szybko. Zawsze w trzech etapach. Zaczyna się od niemożliwie długich czerwcowych wieczorów, tych o których Zagajewski pisze, że  to wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Mimo, że dzień rozciąga się przecież systematycznie, to te pierwsze długie wieczory zawsze są niespodziewane, oszałamiające. Chciałoby się w nie zrobić wszystko. Naraz i na raz. Jakby jutra miało nie być. To czas nienasycenia: ciepłem, ludźmi, truskawkami. To bańki mydlane puszczane z okien starych kamienic, wino pite na parapecie do albumu Smolika i Keva Foxa, powroty w ciepłą krótką noc…

Tuzin cytatów na słabe dni

Ostatnie pół roku dość mocno dało mi w kość. Wydarzyło się bardzo dużo, były przygody dobre i złe. To dziwne, bo zaczynałam rok z takim szczęśliwym spokojem i poczuciem, że wszystko jest na swoim miejscu. Tymczasem w tym stosunkowo krótkim okresie tak wiele się przestawiło i poskręcało, zahaczając o sprawy pracowe, zdrowotne i sercowe, że sama nie wiem, jak to wszystko mogło się wydarzyć w zaledwie sześć miesięcy. Na szczęście wydaje się, że tam, gdzie mogłam podjąć decyzje – zrobiłam to, tam gdzie miałam wpływ – zadbałam, a tam gdzie pozostawało mi tylko odpuścić – zostawiłam wolność. Dałam radę, tylko zmęczona jestem strasznie. Jakby był listopad, nie lipiec. Pogoda mnie dziś w tym utwierdza, więc zamiast patrzeć za okno, sięgnęłam do mojego kajecika na takie dni . Podrzucam Wam tuzin cytatów, które zawsze przypominają mi, że warto. Bo do listopada daleko, a lata zostały jeszcze dwa pełne miesiące! Każdy jest opatrzony…

Czego nauczyły mnie górskie opowieści?

Kilka lat temu przygotowując się na zajęcia z angielskiego, zupełnie przez przypadek trafiłam na wywiad z Joe Simpsonem. Nie wiedziałam wtedy, kim jest ten człowiek i co przeżył, ale pamiętam, że rozmowa, którą przeczytałam mocno mną poruszyła. Joe Simpson opisywał w niej swoją wyprawę z 1985 roku na szczyt Siula Grande w Peru*. Zachwycona wywiadem, bardzo szybko sięgnęłam również po książkę jego autorstwa zatytułowaną Dotknięcie Pustki (ang. Touching the Void). Po tej publikacji zaczęłam na potęgę czytać górskie książki i oglądać filmy, a moja fascynacja tymi opowieściami (której tak do końca nie potrafiłam wytłumaczyć) narastała. A właściwie rośnie nadal. Dlatego kiedy tydzień temu, również zupełnie przez przypadek, dowiedziałam się, że w Krakowie odbywa się spotkanie z Joe Simpsonem i jest możliwość wysłuchania tej historii na żywo, nie wahałam się nawet przez chwilę. Joe zaczął wystąpienie od slajdu ze zdjęciem z wyprawy do Peru i cytatem: „Success is about choice… not chance”.…

Liceum? Przeżyjmy to jeszcze raz

Nie wiem, czy w życiu jest „najlepszy czas”. Jedni mówią, że to dzieciństwo, bo nic wtedy nie musimy, ktoś się nami opiekuje i nam dogadza, a do głównych obowiązków należą zabawa i poznawanie świata. Inni, że to studia, bo wiadomo: hulaj duszo rodzice stawiają, piekła nie ma jest melanż. W praktyce jeszcze niewiele trzeba, za to wszystko można. Kolejni wskazują na wiek średni, bo zwykle wtedy człowiek ma już głowę na karku, własne pieniądze w banku i kogoś obok, z kim fajnie jest dzielić życie, a nawet wychowywać nowe. Wszyscy natomiast są zwykle zgodni co do jednego – na pewno najlepszym czasem w życiu nie jest wiek nastoletni. Hormony, dramaty, rówieśnicy, a na końcu matura. Kto by chciał do tego wracać? Ano ja bym chciała. Kiedyś przy butelce lampce wina z przyjaciółką poznaną właśnie w czasach licealnych, wspominałyśmy ten malowniczy okres życia i zastanawiałyśmy się, co zrobiłybyśmy inaczej, czy czegoś…

Żeby było nam lepiej

Początkowo chciałam zatytułować ten wpis Róbmy sobie dobrze, ale pomyślałam, że po pierwsze to chyba nie wypada zaczynać na blogu od razu od kontrowersji (to już nie te czasy), a po drugie to ten tytuł jeszcze może się przydać na inne okazje. Oby. Ale niezależnie od tytułu chciałabym dziś krótko o miłych rzeczach. Jakiś czas temu niedługą wiadomość na fejsiku wysłała do mnie znajoma ze studiów, nie widziałyśmy się z cztery lata, ale media społecznościowe mają to do siebie, że można się zupełnie niezobowiązująco odezwać w dowolnym momencie. Lajk w tę czy tamtą, kto by to liczył. Była to wiadomość bardzo miła, bo znajoma dziękowała mi, że wrzucam na fejsika „same pozytywne rzeczy”, a to podobno rzadkość w dzisiejszym świecie. Podziękowałam, zachowując nakazaną dobrym wychowaniem skromność, ale muszę przyznać – byłam cała kontent, że mój kontent tak się podoba. Aż przyszła chwila refleksji. Że w jakim my internecie świecie żyjemy, skoro…

Navigate