Jak nie skończyć w przeręblu? Dobroci na zimę razy trzy

Mimo że sporty zimowe należą do moich ulubionych, to muszę się Wam przyznać, że za zimą jako taką wcale nie przepadam. Właściwie mam ją za podstępną bździągwę, która nie wstydząc się ani trochę swoich flirtów z listopadem (a z nim jak wiadomo od zawsze mam na pieńku), po chwili wchodzi ot tak, cała na biało i mówi, że tamta rażąca szarugą piekielnica, to wcale nie była ona.

Przyozdobiona w czerwień i złoto, mota swoje intrygi sznurami choinkowych lampek, owijając kolejne ofiary wokół lodowatych palców. Nagle okazuje się, że ona to przecież taka serdeczna przyjaciółka Mikołaja, że prezent tu prezent tam. Na dodatek wybitna kucharka, znawczyni wigilijnych dań. Bardzo rodzinna, ma mnóstwo czasu w te długie rozpoczynające się o 16 wieczory. Że trochę nudna? Gdzie tam! Królowa sylwestrowej nocy!

I być może pokochalibyśmy ją wszyscy (a potem utopili się z tej miłości w przeręblu), gdyby nie styczeń. Równie przebiegły, początkowo lekko nas tumani szampanem i fajerwerkami, by przy pierwszej trzeźwości przywalić nam w twarz kalendarzem. A tam stoi czarno na białym, że zimy przed nami jeszcze ponad dwa miesiące! A atrakcji ta piękna pani to miała dla nas co najwyżej na dwa tygodnie (dla bardziej kochliwych – na miesiąc). Co robić, jak żyć? Są narty, sanki, łyżwy i dupoloty. Ale umówmy się, ileż można, kiedy człowiek wskoczyłby już w tę sukienkę, wsunął japonki i pomiział się ze słońcem.

Kto głupio kochał, ten długo płaci.

Na szczęście długo nie musi koniecznie oznaczać drogo 😉 Znalazłam dla Was i dla siebie 3 dobroci, które trochę jakby tę chorą miłość ratują. A na pewno ułatwiają.

  1. Udon w Ka udon bar (Kraków, ul. Rakowicka 14A)

    Okazuje się, że można o czymś marzyć całe życie i nawet o tym nie wiedzieć. Nie wiem, jak to się stało, ale niemal płakałam ze szczęścia nad miską makaronu. A gdyby wypadało, to kto wie czy bym nawet nie pojękiwała z rozkoszy. To ciepełko w brzuszku wypełnionym nudlami ukulanymi chyba tylko z miłości i glutenu wynagrodzi Wam każdą spóźnioną w przystankowej pizgawicy minutę, każdy sopel z nosa. Doprawdy, udon dobry na wszystko. A na pewno na zimę.

  2. Butelka termiczna z Wink Bottle

    Po kilku rozczarowujących romansach dałam sobie spokój z kubkami termicznymi. Bo na końcu to już sama nie wiedziałam, czy to z nimi czy ze mną jest coś nie tak. Wtedy trafiłam na Wink Bottle i okazało się, że po prostu źle szukałam! I to butelki mi trzeba. Używam jej od zeszłej zimy i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. To prawdziwy długodystansowiec – temperaturę ciepłych napojów utrzymuje do 12h, a zimnych nawet do 24h. Nie polecam nalewać do niej bardzo gorącej herbaty czy kawy, bo wtedy napijecie się jej najwcześniej za 3-4h, chyba że troszkę przestudzicie. Poza tym te butelki są obłędnie ładne 🙂 Mimo, że z moją wszystko w porządku, to na wszelki wypadek nawet nie przeglądam nowej kolekcji. Jakość wykonania też jest bardzo wysoka – naprawdę nie oszczędzam swojej, a lakier ucierpiał tylko odrobinę przy bliskim spotkaniu ze skałą (upadek z wysokości). Oczywiście szczelność też jak należy. Nic tylko pić 😉
  3. „Tatuś Muminka i morze”, T. Jansson

    Wpadła mi w ręce noworocznie, trochę przypadkiem. Jedyna z serii, którą czytam pierwszy raz. Zakładam, że tych opowieści nikomu reklamować nie trzeba, ale – jak słusznie napisała na moim fejsbuku Ania (dziękuję!) – Muminki zawsze są wspaniałe, ale zimą najlepsze.
    Najlepiej przekonajcie się sami, a na zachętę zostawiam fragmenty, po których we mnie jakby coś odtajało 🙂

    Łódź w nocy to coś cudownego. Tak właśnie należy zaczynać nowe życie: z palącą się lampą na maszcie. Brzeg ginie w mroku, cały świat śpi. Nie ma nic piękniejszego na świecie niż podróż nocą.
    *
    Jakie to było cudowne uczucie nie musieć się już o nic troszczyć! Nikogo, kto by coś opowiadał czy o coś pytał, żadnej istoty czy rzeczy, której byłoby żal. Tylko tajemnicza, niepojęta potęga morza i nieba, spływająca na niego i wkoło niego i nigdy nie sprawiająca mu zawodu.
    *
    To czasem trwa. To może nawet bardzo długo trwać, zanim się wszystko ułoży.

A jak Wasze sposoby na zimę? Przypominam, że do zagospodarowania mamy jeszcze 75 dni! Tyle zostało do wiosny 🙂

 

  • Kasia

    Fajny tekst, udon bar sprawdzę. 🙂 PS „Mimo” i „że” nie rozdzielamy przecinkiem. 😉

    • Ania Piwowarczyk

      Udon bar koniecznie! 🙂
      O, faktycznie! To jest błąd, który niestety często mi się zdarza. Nieładnie, że tutaj już tak w pierwszym zdaniu. Poprawiłam, dzięki 🙂

Navigate