Dobry prezent – krótki przewodnik

Niby kojarzą się nam jako coś miłego, oczekiwanego i sprawiającego dużo radości. Ale jakoś tak wychodzi, że w okresie przedświątecznym budzą raczej frustrację. Bo nie ma czasu, bo nie wiadomo, co kupić, bo ten to już wszystko ma. Kończy się na książce z napisem bestseller, winie z Domu Wina albo stówie do koperty. A biegając po galeriach handlowych, wszyscy tęsknimy za szkolnymi czasami, kiedy wystarczył dezodorant i mandarynki. Tymczasem obdarowywanie jest jednym z milszych sposobów na docenienie ważnych dla nas ludzi i relacji, więc warto zrobić to dobrze – nawet jeśli tylko od święta. Poniżej kilka moich własnych zasad dawania prezentów (nie ukrywam, bardzo lubię to robić), może przydadzą się i Wam 🙂

To nie transakcja wiązana

Wiem, że są ludzie, którzy wybierając prezenty, myślą przede wszystkim o tym, czy to właśnie ich podarunek będzie wyglądał najefektowniej pod choinką i czy wystarczająco „drogo”. Wiem, że są i kompletnie ich nie rozumiem. Tak samo jak tych, którzy kalkulując, co kupić, najpierw przypominają sobie, co sami dostali rok wcześniej na Boże Narodzenie, 10 la temu z okazji ślubu i w lecie na przyjęciu urodzinowym. Tak jakby dawanie i otrzymywanie prezentów było transakcją wiązaną, która musi się opłacać. Poniekąd wynika to z obyczajów społecznych, które przyzwyczaiły nas, że są okazje, na które wypada wręczyć prezent i czujemy się niezręcznie, kiedy sami go otrzymujemy, a na przykład nie mamy nic „w zamian”. Ale to bardzo powierzchowne spojrzenie na obdarowywanie, które jest przecież jednym z języków miłości, więc służy do wyrażania ciepłych uczuć. I to ich suma ma się na końcu zgadzać.

Właściwa intencja

Wydawałoby się, że nie ma tu wielkiej filozofii: w prezentach chodzi o radość obdarowanego. A jednak czasem dajemy prezenty, które potrafią nie tylko zakłopotać, ale nawet poniżyć i zranić. Bo prezentem można pokazać, jak bardzo kogoś lubimy, ale można też pokazać, że nawet trochę kogoś nie szanujemy lub jest nam co najwyżej obojętny. Według mnie prezenty nigdy nie powinny służyć negatywnym uczuciom, więc jeśli nie potrafimy ich w sobie zatrzymać, to już lepiej nic nie dawać. Nieco lżejszą odmianą tego samego problemu jest „dawanie prezentu pod siebie”. Czyli nie z myślą o tym, co sprawi radość osobie, którą chcemy obdarować, tylko z tym co naszym zdaniem powinno jej sprawić radość. Auć. Nikt nie lubi być tak traktowany.

Pomysł i dopasowanie

Dobry prezent wcale nie wymaga szczególnej kreatywności i nie musi być najbardziej wyjątkowy na świecie, ale musi pasować do konkretnego człowieka. Dlatego zastanawiając się nad prezentem, dobrze jest pomyśleć po prostu o osobie, którą chcemy obdarować. Cudze marzenia, plany, pasje są prawdziwą kopalnią pomysłów na udane prezenty. Całkiem nieźle sprawdzają się też podarunki nawiązujące do sposobu bycia czy wspólnych chwil, które wspominamy z uśmiechem. Każdy z nas rozpakowując prezent, lubi poczuć „och, naprawdę mnie zna!”.

Frajda

Starając się jak najlepiej trafić z prezentem, często kierujemy się użytecznością. Nie ma w tym nic złego, w końcu to ważna cecha przedmiotów służących nam na co dzień. Ale to za mało na prezent. W podarunku powinna być jeszcze przyjemność i frajda, czyli ujmując to najprościej: obdarowując myślimy nie tylko o potrzebach, ale raczej o pragnieniach. A jeśli uda się dodać do tego jeszcze odrobinę niespodzianki, to sukces murowany!

Miejcie dużo radości z prezentów – zarówno tych, które dostajecie, jak i tych, które to Wy będziecie dawać 🙂

  • Ja zgłaszam sprzeciw, tradycyjnie prezenty są transakcją wiązaną i wyrazem oczekiwań, w średniowieczu z podarunkami wiązała się cała etykieta i miały one bardzo polityczny podtekst. Prezenty na ślub, prezenty dla gości, przyjmowanie prezentu, oczekiwanie prezentu, każdy jeden elemencik miał znaczenie dla pozycji społecznej zaangażowanych osób.

Navigate