Jak pracuje się z domu?

Kiedy niemal rok temu zaczynałam pracę dla Leżę i Pracuję, wiedziałam, że jedną z największych zmian będzie praca całkowicie zdalnie. Nigdy wcześniej tego nie robiłam. Przez ponad 6 lat chodziłam codziennie do biura, a przez połowę tego czasu pracowałam w trzydziestoosobowym zespole w ołpen spejsie. Home office uprawiałam tylko w szczególnych okolicznościach, sporadycznie. Dlatego wizja pracy z domu na początku przerażała mnie bardziej niż się do tego przyznawałam. Po roku stwierdzam, że jeśli byłoby to możliwe, to chyba już do końca życia chciałabym pracować z domu.

Jak się zorganizować?

Na początku na pewno pomogły mi przyzwyczajenia przeciętnego etatowca. Nie miałam tych freelancerskich pokus, by wstawać o 10 i w ramach elastycznego czasu pracy wyskoczyć z kimś na kawę czy przerywać pracę domowymi obowiązkami, by finalnie zamknąć laptopa o 23. Od początku narzuciłam sobie bardzo zdyscyplinowany tryb pracy i właściwie nie robią od niego wyjątków. Zaczynam pracę zwykle między 7:30 a 8:30 rano i pracuję 8h. W tym czasie, mimo że nie wychodzę z mieszkania, jestem w pracy. Czyli nie umawiam się na śniadania na mieście, ani na lunche. Nie sprzątam też mieszkania, nie piekę ciasta i nie wstawiam prania. Nie zajmuję się sprawami innymi niż zawodowe. Organizuję dzień dokładnie tak samo, jakbym zwyczajnie wychodziła do pracy, choć idę tylko do pokoju obok 😉 Dzięki temu nie tracę optymalnego dla mnie rytmu. Zauważyłam też, że w takim systemie łatwiej kontrolować mi nadgodziny i oczywiście oszczędzam czas, który poświęcałam kiedyś na drogę do pracy (choć akurat w moim przypadku to nigdy nie były duże odległości). Domyślam się, że ten tryb łatwiej utrzymać, kiedy pracuje się zespołowo, a ja tak mam. W pojedynkę pewnie pokusa elastycznych godzin pracy jest dużo większa.

Wydziel osobne miejsce do pracy

Zanim sama zaczęłam pracę z domu, podchodziłam raczej sceptycznie do wszystkich rad z kategorii wydziel osobne miejsce do pracy. Nigdy nie przepadałam za nauką przy biurku, często uczyłam się leżąc w łóżku albo chodząc po pokoju. Wydawało mi się, że z pracą też mi nie zrobi różnicy czy będę pracować w sypialni, w kuchni, czy w pokoju. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej u mnie robi to ogromną różnicę. Mam dwupokojowe mieszkanie i pracuję tylko w pokoju dziennym. Sypialnia jest dla mnie przestrzenią w 100% prywatną i intymną. Co prawda w kwestii biurka nic się nie zmieniło, ale na przykład kiedy korzystałam do pracy ze stołu, to siadam po jego drugiej stronie niż kiedy jem. To drobiazg i dopiero niedawno sama się zorientowałam, że tak robię. Ważne jest dla mnie również, by w miejscu, w którym pracuję, był jako taki porządek. Trudno mi się skupić w bałaganie (ale przypominam, że jestem też osobą, która nie potrafi wyjść z domu jak nie pościeli łóżka ;)).
Teraz to wydzielenie osobnego miejsca do pracy (najlepiej pokoju) wydaje mi się najważniejszą zasadą. Zrób to, zanim się zorientujesz, że ten irytujący typ z biurka obok to członek Twojej rodziny 😉 Jeśli nie masz tak dużego mieszkania, to polecam zadbać choćby o taki „pracowy” kącik. Oczywiście to nie musi być osobne pomieszczenie na domowe biuro. Ja po skończeniu pracy również korzystam ze swojego pokoju dziennego 🙂 Po prostu mentalnie bardzo potrzebowałam takiego podziału przestrzeni
i wydaje mi się, że dla wielu osób to może być ułatwienie.

Twój własny home office life(style)

Praca w biurze czy w jakiejkolwiek innej przestrzeni, ale z innymi ludźmi ma swój ustalony porządek. Na przykład nie przychodzisz do pracy w piżamie, odbijasz kartę na wejście i na wyjście. Macie wydzielony czas na przerwę obiadową, poranne rozmowy przy ekspresie, słuchacie muzyki tylko na słuchawkach, ale po 17 można puścić własną playlistę na cały ołpen spejs (pozdro, Michał!), zawsze jest przepełniona zmywarka, którą ktoś opróżnia lub nie pod koniec dnia itd. Jest tego całe mnóstwo i niestety to często przestrzeń licznych kompromisów. Praca z domu daje komfort wypracowania swojego własnego office life(style’u), co bardzo polecam. Jak pewnie domyślacie się już na podstawie wcześniejszych akapitów – nie należę do tych osób, które razem z oczami otwierają laptopa, leżą z nim w łóżku, a o 17 stwierdzają, że już nie ma sensu przebierać się z piżamy 🙂 Zwykle do pracy, nawet jeśli nigdzie nie wychodzę, zakładam normalne ubrania. Za to zauważyłam, że częściej rezygnuję z jakiegokolwiek makijażu (ale to temat na osobny wpis) i czasem zdarza mi się siedzieć z odżywką na włosach 😀 Ale tylko kiedy #żodyn o tym nie wie.
Jedna z najbardziej pozytywnych zmian, jaką zauważyłam, odkąd pracuję z domu, to sposób odżywiania. Dużo łatwiej jest mi zaplanować i przygotować wszystkie posiłki. Zaczęłam też znacznie więcej gotować w domu, co wiążę się z naprawdę zaskakująco dużymi oszczędnościami. Wcześniej nigdy nie chciało mi się nosić do pracy tych wszystkich pudełek, nie zawsze miałam też ochotę na obiad odgrzewany w mikrofalówce. Teraz najczęściej wieczorem przygotowuję składniki i w ciągu dnia tylko łączę je w obiad. Skończyły się u mnie wszystkie szybkie przekąski typu drożdżówka czy batonik. Czasem robię też herbatę w większym czajniku z podgrzewaczem, by nie musieć rozpraszać się co pół godziny.
W kwestii muzyki jest pełna wolność, co uwielbiam w pracy w domu! Bo dźwięki ogólnie nie przeszkadzają mi w skupieniu, ale kiedy słyszę piosenki ze słowami, to automatycznie zaczynam nucić i od razu się rozpraszam. Dlatego u mnie muzyka tak, ale tylko instrumental. Za to minimum raz dziennie robię 30 sekund na dziki bauns – włączam wtedy 1 piosenkę i po prostu przez chwilę do niej tańczę. Wiem, że niby w biurze też bym mogła, ale jednak nigdy nie wystarczyło mi odwagi. W każdym razie w domu ten krótki zabieg pozwala mi odzyskać energię, pozytywnie wpływa na moją kreatywność i ekspresowo relaksuje.
Od czasu do czasu zdarza się, że nie jestem w czasie pracy w domu sama i wtedy prawie zawsze używam słuchawek. Czasem nawet niczego nie słucham, ale wystarcza mi, że tłumią dźwięki z zewnątrz. Dodatkowo zauważyłam, że to świetny sygnał dla otoczenia: nie przeszkadzaj mi, jestem zajęta. Działa zwłaszcza, kiedy trudno o osobny pokój do pracy.

Życie społeczne i towarzyskie

Ja to chyba bym nie dał/a rady tak bez ludzi – gdybym płaciła sobie piątaka za każdym razem, kiedy to słyszałam, to nie musiałabym pracować nie tylko z domu, ale w ogóle. Tymczasem dla mnie to chyba najmniejsza trudność. Po pierwsze faktycznie na co dzień pracuję z zespołem. Mimo że spotykam się z nimi tylko kilka razy w roku, to dzięki narzędziom do pracy online i rozmowom przy włączonych kamerkach, nigdy nie czuję, że pracuję sama. Po drugie mam w sobie przewagę introwertyka i mimo, że naprawdę lubię ludzi, a bliskie relacje są dla mnie szalenie ważne, to nie czerpię energii z działania w towarzystwie. Właściwie wręcz przeciwnie. Mam też łatwość w poznawaniu ludzi, więc raczej nigdy nie miałam obawy, że jak zamknę się w domu, to już koniec.
Ale zgadzam się, że warto zadbać o swoje życie towarzyskie i społeczne. Zwłaszcza kiedy Twoja praca ma charakter mniej zespołowy. Chodzi o to, by nie ograniczyć całego życia do czterech ścian (choć pewnie są też takie osoby, którym to służy). Ja na początku narzuciłam sobie dość sztywne zasady typu: przynajmniej 5 razy w tygodniu gdzieś wychodzę po pracy (czyt. z domu), a 2 razy w tygodniu się z kimś spotykam. Ale teraz myślę, że bardziej potrzebowałam po prostu takiego mentalnego zakończenia pracy, które wiązałoby się z czymś więcej niż zamknięciem laptopa. Moja Szefowa na przykład zaraz po skończeniu pracy zmywa naczynia – wszystkie kubki, talerze itd., które nagromadziły się w zlewie. Przejęłam od Niej ten zwyczaj. Raz, że nie tracę na to czasu w ciągu dnia pracy, a dwa – to dla mnie idealne zakończenie szychty, nawet jeśli zaraz po tym nie wychodzę z domu.

W sytuacji w której obecnie jesteśmy ten punkt wydaje się szczególnie trudny do realizacji. Ale wierzę, że to właśnie czas, w którym możemy na nowo odkryć te lepsze strony świata online i social mediów. Wiadomo, że to nie będzie to samo, ale polecam spróbować. Nawet jeśli na początku będzie trochę dziwnie, to zobaczycie, że da się robić coffee call czy wieczorem napić się wina z przyjaciółmi niekoniecznie przy jednym stole, ale za pomocą jednego komunikatora 🙂 

10 000 kroków

Zrobiłaś dziś 4 kroki – przeczytałam pewnego wieczoru w aplikacji, która pilnuje mojej kondycji. Oczywiście nie miałam telefonu cały czas przy sobie itd., ale faktem jest, że według mnie praca z domu wymaga dodatkowego zaopiekowania się ilością ruchu w codziennym życiu. Bo po prostu dość trudno zrobić 10 000 kroków dziennie między sypialnią a salonem w 40m mieszkaniu 😉 Kiedyś nawet jeśli mało spacerowałam po biurze, to chociaż codziennie drogę do pracy pokonywałam rowerem. Teraz po prostu wybrałam sobie sport, który trenuję dwa razy w tygodniu. Oprócz tego ten czas, który oszczędzam nie dojeżdżając do pracy (czyli ok. 30 min dziennie) poświęcam na różne formy ruchu: spacer, zrobienie zakupów na rowerze, pilates w domu. Staram się też najczęściej jak to możliwe wybierać własne nogi lub rower zamiast samochodu czy komunikacji miejskiej. Zwykle spędzam aktywnie też weekendy.
Nie jestem w tym jeszcze tak systematyczna, jak chciałabym być, ale również w ciągu dnia staram się robić jedną 5-10 min przerwę na rozciąganie. Pewnie tak jak z tańczeniem, można to robić też w biurze, ale w miejscach, w których pracowałam, nie było takiej praktyki i samej było mi najzwyczajniej głupio.

Z okazji #zostańwdomu ten punkt będzie wymagał trochę więcej wysiłku niż zwykle. Ale na szczęście póki co możemy spacerować (byle nie w kupie i na odludziu), a opcji ćwiczeń, które można robić w domu jest całe mnóstwo. Przyznam, że sama wolę taki Skalpel od wycieczki na siłkę niezależnie od okoliczności.

Chyba tyle ode mnie. Mam nadzieję, że również dla Was home office okaże się przyjaźniejszy niż na początku się wydaje. A i zapomniałam dodać – pewnie niebawem odwiedzi Was gołąb Bartek 😉 

Navigate