Do kina chodzę tylko z miłości

W jednym z moich ulubionych wierszy Stanisław Barańczak napisał, że łzy w kinie płyną łatwiej niż w życiu*. Moje chyba nie, bo bardzo rzadko płaczę, oglądając filmy. Ale rzeczywiście jest to dla mnie przestrzeń pewnej intymności. Nigdy nie umiałam traktować kina jak zwyczajną rozrywkę.

Sama już nie wiem, od czego się zaczęło. Ale chyba od tych wszystkich klasowych wyjść do kina, które zawsze były dla mnie torturą. Wśród głównych winowajców wymieniłabym zdecydowanie zbyt tłumne towarzystwo, latający w powietrzu popcorn i filmy wybierane przez ciało pedagogiczne prawdopodobnie wyłącznie ze względu na morał (duże słowo). Wtedy zrozumiałam, że takie kino nigdy nie będzie dla mnie.

Kilka lat później w deszczu biegłam ulicą Grodzką. Buty ślizgały mi się na każdej kostce mokrego bruku i pewnie skończyłoby się to upadkiem, gdyby nie ręka, której się trzymałam. Pamiętam, że wpadliśmy do kina całkiem przemoknięci i zgrzani. Rezerwacja dawno przepadła, ale zostały dwa wolne miejsca w pierwszym rzędzie na inny film, którego pewnie sami nigdy byśmy nie wybrali. W plecaku czekało wino i dwa kieliszki. Nie pasowały zupełnie do tego, co było na ekranie, ale pasowały do nas i naszego kina. Nasze kino zdarzało się przynajmniej raz w tygodniu, ale i tak zawsze było świętem. Uwielbiałam to kino.

Kiedy się skończyło, długo nie umiałam nikomu zaufać na tyle, by się tym kinem podzielić. Zaczęłam odwiedzać je sama. Najchętniej na pierwszym przedpołudniowym seansie, kiedy mogło się zdarzyć, że w całej sali siedziałam tylko ja jedna. Kino tylko dla mnie, ja tylko dla kina.
Po pewnym czasie okazało się, że dopiero w tym braku odkryłam kino, które pokochałam najbardziej. Samotne. Przestrzeń prywatnej magii, czyli przeżyć zupełnie innych niż w życiu, o których można opowiedzieć. Ale wcale nie trzeba.

Dziś jeśli odwiedzam je nie sama, to tylko z ulubionymi ludźmi lub takimi, których przynajmniej podejrzewam o podobną wrażliwość w stosunku do dużego ekranu. Bardzo rzadko robię wyjątki od tej zasady, idąc dla towarzystwa czy rozrywki. Nie chcę ryzykować rozczarowania, popcornu na siedzeniu obok czy nieznośnych szeptów do ucha. Bo do kina chodzę tylko z miłości.

*
Stanisław Barańczak
Łzy w kinie

Łzy w kinie płyną łatwiej.
Łatwiej niż w życiu (pomoc:
zgaszenie na sali świateł)
ale i łatwiej niż w domu,
przed własnym telewizorem:
za wydatek na bilet
pragnie się mieć wieczorem
coś uchwytnego: chwilę
śmiechu lub – zwłaszcza – łez
(od śmiechu widz czuje się lepiej,
od płaczu – lepszym niż jest).
Kinowa łza nie oślepia
oka; przeciwnie, przemywa
i kąpielami słonymi
sprawia, że oko przeżywa
to, co samochód w myjni
lub dusza w trakcie spowiedzi.
Kratką i ciemnym okienkiem –
ekran, przed którym się siedzi
(w kinie, jeśli kto klęknie,
są to przypadki nieliczne),
lecz przed tym panoramicznie
rozrosłym konfesjonałem
otarciem łzy wyznajemy
swój grzech śmiertelny, tajemny,
nie ujmujący – ujemny
znak, minus, który jest piętnem:
“Choć się naprawdę starałem,
choć próbowałem usilnie,
od ostatniego seansu
znów nie zdołałem żyć w pięknie,
w krainie Sensu i Glansu,
w sposób tak żywy, człowieczy,
pełny, prawdziwy, bezsprzeczny
jak żyją aktorzy w filmie”.

 

  • Blazej Dawid

    Mi się zdarzyło zapłakać raz – po seansie „Tańcząc w ciemnościach”. Nie mam chyba odpowiednich słów, żeby opisać jak bardzo mi się podoba ten wpis, ale wzruszył mnie niesamowicie.

    • Ania Piwowarczyk

      To znaczy, że możemy iść kiedyś razem do kina 🙂

  • Pytanie z kategorii geografia: czy chodzi o ulicę Grodzką w Krakowie? 🙂

    • Ania Piwowarczyk

      Tak 🙂 Biegłam do kina Ars na ul. św. Tomasza.

      • Znam, chodziłem tam (i do kina, i na film 😉 [bo wbrew pozorom – to nie to samo]

  • Ja zwykle chodzę do kina sama!
    Tylko wtedy totalnie wyłączam, skupiam się na filmie i odpływam 😉

    • Ania Piwowarczyk

      Teraz mam dokładnie tak samo <3 Ale na początku to nie było dla mnie takie oczywiste. W ogóle pamiętam jeszcze tę pierwszą "samotną" wizytę w kinie, kiedy wydawało mi się, że to takie dziwne i że totalna porażka. Dziś sama się z siebie śmieję 😀

  • Pingback: Jak pękało mi serce, czyli Manchester by the Sea – Mały Blond()

  • Pingback: Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 1 – Mały Blond()

Navigate