Kino letnie. Jakie filmy warto nadrobić latem? cz. 2

Jeśli chodzi o moje kinowe flirty, sympatie i zauroczenia, to tegoroczne letnie przeglądy filmowe bardzo im odpowiadają. Dlatego nie wszystko zmieściło się w części pierwszej – łapcie kolejną porcję filmów, które warto nadrobić latem! A na końcu jeszcze jedna lista i nieśmiałe zaproszenie 🙂

Zwariować za szczęścia (reż. Paolo Virzi) – miałam nadzieję, że ten film będzie bardziej komedią niż nie. No cóż, nie był. Nie brakuje w nim co prawda absurdów, które mogą rozbawić, ale opowiada raczej o życiu na granicy rozpaczy. Jest intensywnie i emocjonalnie. Troszkę mnie zmęczył, ale w czasem warto sobie przypomnieć, jak łatwo jest zwariować.

Młodość (reż. Paolo Sorrentino) – filmami Sorrentino dzielę się niechętnie i zwykle oglądam je jednak sama. Wzbudzają we mnie wyjątkowy rodzaj wzruszenia, bardzo intymny. Są słodkie i tak bardzo gorzkie jednocześnie, że zdarza się przy nich przełykać łzy, czując ciepło w sercu. Przepiękne.

Wielkie Piękno (reż. Paolo Sorrentino) – ten film przynajmniej raz w życiu trzeba zobaczyć w ciepłą letnią noc pod gołym niebem! Jeśli to co powyżej Was nie przekonało, to jeszcze dwa cytaty:

Każde lato w swoim życiu spędzałem myśląc o tym co będę robił we wrześniu – skończyłem z tym. Teraz latem myślę o pięknych planach i zamiarach z których nic nie wyszło. Po części z winy lenistwa, a po części zaniedbania. Co złego jest w nostalgii? To jedyna droga dla tych którzy nie wierzą w przyszłość, innej nie ma. Nie spadła ani kropla deszczu, pomału kończy się sierpień, nadchodzi wrzesień. Człowiek ze mnie pospolity. Nie ma się jednak czym martwić – jest dobrze. Dobrze jest, jak jest.

Wszyscy jesteśmy na skraju rozpaczy. Jedyne co możemy zrobić, to spojrzeć sobie w oczy, dotrzymać sobie towarzystwa i trochę pożartować.

Pokój (reż. Lenny Abrahamson) – wbrew pierwszemu wrażeniu to nie jest film o traumie. Mimo przerażających doświadczeń w tle, to zaskakująco bogata i piękna opowieść o świecie. Pokazuje, jak bardzo nasz sposób widzenia rzeczywistości zależy od tego, kto i w jaki sposób opowiada nam świat. Przypomina jak ważne jest, kim są ludzie, z którymi na co dzień żyjemy, którymi się otaczamy, że tak naprawdę nigdy nie konstruujemy swojego świata sami. Na nieco innym poziomie film podkreśla też, jak ważna jest przestrzeń życia, to co na co dzień widzimy, co jest wokół nas nawet w wymiarze czysto fizycznym czy estetycznym. Pokój jest pięknie opowiedziany i równie dobrze zagrany przez Brie Larson (nagrodzoną za tę rolę Oscarem) i młodziutkiego Jacoba Tremblaya. Na dodatek przeplatany znakomitymi muzycznym kawałkami, jak choćby MS MR „All The Things Lost”:

To wszystko razem sprawiło, że Pokój jest zdecydowanie jednym z najciekawszych i najlepszych filmów, jakie zobaczyłam w ubiegłym roku. 

Jutro będziemy szczęśliwi (reż. Hugo Gélin) – lubię francuskie kino, mimo, że w komedii bywa do bólu naiwne. Tutaj tego pierwszego nie mamy tak znowu wiele, drugiego za to momentami w nadmiarze. Według moich własnych kryteriów określiłabym ten film jako „kino kojące”, czyli pełną ciepła historię zbudowaną na niełatwych życiowych tematach, w których można odnaleźć nadzieję.
I być szczęśliwym od dziś, nie od jutra. Muzyka bardzo przyjemna!

Rzeź (reż. Roman Polański) – na liście najmoiszych filmów ten jest bardzo wysoko. Atmosfera tak gęsta, że można by ją kroić nożem, jest dramat a przede wszystkim komedia, piekielnie inteligentny dowcip i aktorski majstersztyk. Banalny temat, cztery osoby, salon i jedno popołudnie przy kawie. GENIALNY. Na pewno wybiorę się po raz kolejny.

Nice Guys (reż. Shane Black) – oglądałam to na wpół śpiąco i zapamiętałam głównie, że absurd gonił absurd. Ale prawdą jest, że takich komedii się już po prostu nie kręci, a szkoda. Poza tym umówmy się, że duet Russell Crowe i Ryan Gosling jest jak wino – wiek tylko dodaje tym Panom uroku.

Her (reż. Spike Jonze) – może to był taki moment w moim życiu, ale w trakcie i po seansie mocno zadrżało mi serce. Mimo, że fabuła mi zupełnie nie pasowała, to klimat bardzo. Dużo subtelności, niedopowiedzeń i delikatności w emocjach. Na długo zostało mi w środku. A ścieżka dźwiękowa regularnie mnie odwiedza w listopadowe wieczory. Fenomenalna rola Amy Adams!

Osobliwy Dom Pani Peregrine (reż. Tim Burton) – mówią, że Burton się skończył, ale jednak był jedną z moich pierwszych kinowych miłości i zawsze będę miała do niego sentyment. Osobliwy Dom Pani Peregrine nie zachwyca, choć postaci i świat przedstawiony są oczywiście przepiękne! Szkoda tylko, że film skupia się na efektach wizualnych, a jakby pomija tę przedziwną przecież historię z niezwykłym potencjałem! Choć i tylko dla tej fantastycznej reżyserskiej wyobraźni warto się wybrać.

To tyle z moich poleceń 🙂 A co Wy polecilibyście mi? Póki co mam na liście:
Fukushimę. moją miłość
Zwierzęta Nocy
Konwój
Chatę
Toni’ego Erdmana
Wołyń
Pokot
Światło między oceanami
Naszą młodszą siostrę
Damę w vanie
Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Latem częściej niż zwykle wybieram się do kina w towarzystwie, więc jeśli tylko macie ochotę na filmowy wieczór – dawajcie znać 🙂

KRAKÓW! Wszystkie wymienione w tym wpisie filmy (podobnie jak te z części pierwszej) możecie zobaczyć tutaj:
Centrum Kinowe Ars – Sztuka za siódemkę Lato 2017https://goo.gl/j7aoHe
Kino pod Baranami – Letnie Tanie Kinobraniegoo.gl/HFUjwi
Kino Agrafka – Kino Na Tarasiehttps://goo.gl/Yauk22
BALowe Kino Plenerowe: www.facebook.com/balowekinoplenerowe

 

 

 

 

Navigate