Lato jest tylko jedno w życiu

Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam. Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze.
– Tove Jansson

Połowa lata to dojrzałość. Czyli miłość, ale przeklęta.  Jest coś rozpaczliwego w każdym kochaniu, o którym wiemy, że za chwilę będzie musiało się skończyć.

Kiedy pod koniec lutego zdarza się dzień, który choć trochę zapachem przypomina wiosnę, potrafię krzyknąć: „Jak pięknie, niedługo będę truskawki!”. Potem z utęsknieniem czekam na pierwszy poranek, w który nie założę do sukienki rajstop. A kiedy w końcu przychodzą czerwcowe, niekończące się wieczory ja już się martwię, że za chwilę będzie po wszystkim. Bo lato mam tylko jedno w życiu.

Sierpień to połowa, czyli nauka o dojrzałości. Najmniej poetyckim z życiowych stanów. Bo bez zawrotów w głowie. Wolnym od nienasycenia, które pcha nas na krańce światów i cudzych ciał. Jednocześnie z jeszcze tak odległą, że niemal niewidoczną wizją końca. Niby ktoś zabrał już trochę dnia i czasem straszy chłodem. Ale nadal wydaje się, że jest to wyczekiwana pełnia. Najbardziej świadoma, ustatkowana i odporna na tęsknoty czy wzruszenia. A przecież jest coś rozpaczliwego w każdym kochaniu, o którym wiemy, że za chwilę będzie musiało się skończyć.

Wczoraj dotykałam sierpniowej dojrzałości lata. Chciałam zdążyć, zanim się skończy. Ze wszystkim chciałabym tak zdążyć.

Słońce sprzątało po sobie ostatnie promienie. Przykładu nie wziął kot, który na dróżce wśród pól zostawił mysz po ostatniej wieczerzy tejże. Księżyc powoli podnosił się ponad kukurydzę. Dwadzieścia lat temu to była najlepsza kukurydza. Co z tego, że pastewna? Liczyło się, że zdobyta (bo broń Boże nie ukradziona!) własnymi rękami i przyniesiona do bazy.  Twarda jak cholera. Wśród innych smakołyków dorównać mogły jej tylko rozgryzione ziarna pszenicy, z których czasem wypływało „mleczko” o mącznym smaku. To słodkie z tubki nigdy nie dawało tyle szczęścia.
Tego wieczoru część zboża była już skoszona, zostały ostre końce słomy i dzikie, bujne kwiato-chwasty przy polach, które bez konkurencji, nawet optycznie, nabrały wysokości. A ja się nabrałam, że lato się nie skończy.

Czy dwadzieścia lat temu oznacza, że to już zaczyna się dojrzałość? Bo naprawdę chciałbym ze wszystkim zdążyć. W końcu lato jest tylko jedno w życiu.

 

  • Uwielbiam sposób, w jaki składasz słowa!

    • Ania Piwowarczyk

      To dla mnie bardzo duży komplement! Dziękuję 🙂

Navigate