Lato, nie kończ się

Gdybym mogła wybrać porę roku, jaką jestem, chciałabym być latem. Nie dlatego, że to moja ulubiona – w różnorodności jest więcej ciekawego. Ale lato to po prostu co innego. To nie tylko przeżycia, podróże, wakacje, ciepło, sukienki, lody. To stan umysłu. Najpiękniejsze dzieje mi się latem. Przychodzi niespodziewanie, choć oczekiwane. Odchodzi powoli, ale zbyt szybko. Zawsze w trzech etapach.

Zaczyna się od niemożliwie długich czerwcowych wieczorów, tych o których Zagajewski pisze, że  to wieczory które tak wiele obiecują, że cokolwiek się z nimi zrobi, ma się zawsze wrażenie porażki, zmarnowanego czasu. Mimo, że dzień rozciąga się przecież systematycznie, to te pierwsze długie wieczory zawsze są niespodziewane, oszałamiające. Chciałoby się w nie zrobić wszystko. Naraz i na raz. Jakby jutra miało nie być. To czas nienasycenia: ciepłem, ludźmi, truskawkami. To bańki mydlane puszczane z okien starych kamienic, wino pite na parapecie do albumu Smolika i Keva Foxa, powroty w ciepłą krótką noc brzegiem rzeki. Lato przychodzi w łakomym, namiętnym niedomiarze, który intensywnością bliski jest tylko pierwszym intymnościom między dwojgiem ludzi, kiedy rozmowę zaczyna się wieczorem, a kończy pocałunkami bladym świtem.

Potem przychodzi pora pełni. To ten czas lipcowo-sierpniowy, który mamy teraz. Włosy są jaśniejsze, nos i okolice zapełnione piegami, skóra rumiana. Lato już jest, nie trzeba go gonić, wystarczy być. Żyć i smakować. Rabarbar o posłodzonych końcach, świeże ogrzane słońcem pomidory z łyżką jogurtu, chwilę temu kiszone jeszcze chrupiące ogórki, lekko słodki arbuz prosto
z lodówki, jagody na drożdżowym cieście albo po prostu z krzaczka,  jajecznica na borowikach, kukurydza z odrobiną masła i solą, cydr z kostką lodu. To już połowa, już wakacje mijają, ale teraz nie trzeba jeszcze o tym pamiętać. Nie chce się nawet o tym myśleć. Niech to trwa, ta letnia totalność, przecinana od czasu do czasu jedynie burzą. Ta pełnia, te upalne noce, gorąca ziemia – do syta.

I w końcu czas tęsknoty. Zwiastują go babie lato i polar, niezbędny już kilka metrów dalej od ogniska. Chciałoby się wtedy nabrać tego lata garściami, na zapas, na chłód i samotność. Napełnić nim kieszenie, słoiki i serce. Wykąpać się o poranku w jeziorze cieplejszym niż powietrze, dotknąć pól i lasów, zobaczyć, że bociany nadal siedzą w gniazdach. A potem uciec, najlepiej gdzieś, gdzie lato jeszcze trwa. Gdzie można udawać, że choć wieczory jakby ciemniejsze, to wcale nie krótsze i nadal pachnące. Gdzie ciepły wiatr chłodzi spocone pod ciężarem 40l plecy, sukienka i japonki nadal wystarczają, a droga się nie kończy. Uciekając, zatrzymać to, co nie do stracenia. Na przekór temu, że każda ucieczka jest stratą.

Lato, nie kończ się. Bo robisz mi najładniej na ciele, najlżej w głowie i najcieplej na sercu. Swoim nienasyceniem, pełnią i tęsknotą.

  • Agata Knapek

    bardzo mi się skojarzyło z moim ostatnim zapętleniem: https://youtu.be/0z_glvyay_8

    • Ania Piwowarczyk

      O, widzisz. Poszczególne etapy grają mi swoimi dźwiękami, które trudno mi wyrzucić z głowy, ale nie miałam podkładu muzycznego do całości. A to jest jak znalazł!

  • Ewa

    I znowu to wspaniałe uczucie, że się wiedziało, ale nie umiało napisać i teraz czytam i wiem, o czym myślę na przełomie lipca i sierpnia. Dzięki Ania!

    • Ania Piwowarczyk

      :*

Navigate