Letnia utrata głowy

Lato jest moją wielką miłością. Wiem to na pewno. Nigdy nie boję się tak jak latem.

A w tym roku to już w ogóle boję się podwójnie. Bo w kalendarzu to przecież nadal wiosna! Tymczasem aż za dobrze pamiętam pierwszy ekstatyczny uścisk trzydziestu stopni. Sprzed miesiąca.

I tak od pierwszego ciepłego poranka, w którym wsunęłam bosą stopę w szmaciaki, a do sukienki założyłam tylko bieliznę, nie opuszcza mnie strach.

Że nie zdążę nacieszyć się tą miejską nagością stóp i ramion.
Że nie zdążę wyśpiewać wszystkich letnich piosenek, haratając rower wysokimi chodnikami.
A do wyśpiewania w tym roku mam wyjątkowo dużo. Zwłaszcza z płyt, które odkryłam zbyt późno.
A może właśnie w sam raz. To nigdy nie wiadomo.

Codziennie rozliczam się przed sobą ze zjedzonych truskawek i lodów. Za każdym razem wydaje mi się, że za mało. A za chwilę nie będzie wcale. Albo nie będzie to już to samo.
Trudno stwierdzić, co gorsze.

A co z tymi górami, które mam do przejścia? Z tymi wieczorami, które mam do upicia? Z ludźmi do spotkania? I wodą, w której na moich oczach utopi się słońce?

Jak to pomieścić w zaledwie ośmiu wakacyjnych weekendach?

Nie wiem.
Nawet nie złapałam tego momentu, w którym maki zastąpiły bzy.
Wszystko wydarzyło się zbyt wcześnie! I niespodziewanie.

Wymykasz mi się, Letni Kochanku. Nawet ten tekst miał być zupełnie o czymś innym.
Ale znowu straciłam dla Ciebie głowę. Ty nieprzyzwoicie długi czerwcowy Wieczorze.

 

 

 

 

  • Żeby Cię uspokoić dodam, że latem jest tak jakby więcej czasu. Dni są dłuższe, wieczory nie mają końca. Choć może to dodatkowo wzmaga nienasycenie. Sama co wieczór wbrew sobie zganiam koty z balkonu i kładę się do łóżka.

    • Ania Piwowarczyk

      To prawda! Choć osobiście żałuję, że zimą nie można naspać się na zapas i potem nie kłaść się już aż do września.

Navigate