Między nami już dobrze

Odkąd pamiętam, nie umiałam wybaczyć kalendarzowi listopada. Tego rozboju, który corocznie zabiera biały dzień. Bezkarnie! Wśród ostatnich promyków jesiennego słońca wchodzi cały na szaro
i razi ponurością. Mnie najbardziej po uszach: muzyką, do której można się co najwyżej pochlastać.
W końcu jednak trafia i w serce. A wtedy najbardziej wybaczyć nie potrafię sobie.

Przez ostatnie lata było mi trochę łatwiej. Przede wszystkim dlatego, że w listopadzie nie miałam czasu na spanie, jedzenie czy pranie. A czasem nawet na sikanie. Na nic właściwie nie miałam czasu, co w wielu sprawach utrudnia, ale akurat niezajmowanie się własnym życiem bardzo ułatwia. Poza tym kto by się przejmował jakimś tam listopadem, jak tu się zmieniał świat. A ja szczęśliwie mogłam być tego częścią.

Tak więc pracowałam od rana do nocy, a mój prywatny listopad mijał niepostrzeżenie. Natomiast ten współdzielony z innymi był pełen wysiłku, ale też wzruszeń, które nawet dziś – przykurzone decyzjami
z tych życiowych i chronione dystansem – potrafią zaciskać gardło. Mają do tego prawo, bo bez nich czułabym do świata dużo mniej.

Od dawna wiedziałam, że to będzie pierwszy listopad bez. Pierwszy inny listopad. Pierwszy ten sam listopad. Pierwszy (znowu) prawdziwy listopad, który trudno znieść. Który jest nie do zniesienia,
a jedynie – najlepiej – do wyparcia. Tylko skąd wziąć na to siły?

Spodziewałam się nostalgii (słusznie), ale już tęsknota trochę mnie zaskoczyła.

Na początku nie wiedziałam, jak się za ten listopad zabrać. Zwłaszcza, że już w pierwszych dniach zacisnął mi gardło, ale tym razem nie wzruszeniem, a zapaleniem krtani (nie polecam). Rozwiązanie okazało się prostsze niż myślałam.

Przez te wszystkie lata poznałam listopad z naprawdę wielu stron. Ale nigdy od tej, która ma 22 stopnie i morze po sąsiedzku. Nie jest tak, że to zmieniło wszystko. Raczej nie zostaniemy serdecznymi przyjaciółmi, ale między nami już dobrze. Bo to chyba nie kalendarzowi musiałam wybaczyć. W końcu w nim listopad może być latem.

Navigate