Miękkość i stal, wino i miecz

Wysoka na 20 metrów, dość masywna, na pewno nie piękna, choć potrafi zrobić wrażenie. Trochę onieśmiela, ale nie aż tak, żeby peszyć. Widać ją z daleka o każdej porze, bo za dnia lśni w słońcu, a nocą świeci za nią (i na nią) duży reflektor. Nie można jej nie zauważyć, a już na pewno zignorować. Początkowo wydaje się trudna do zdobycia, bo stoi na wzniesieniu, jakby raczej wolała zachować dystans. Ale z bliska zaskakuje gościnnością, wyrażoną ławeczką ustawioną u jej stóp. A stamtąd zachwycającym widokiem na całe miasto. Kartlis Deda, czyli Matka Gruzji, która w lewej ręce trzyma wino, a w prawej miecz. Pierwsze dla przyjaciół, drugie dla wrogów. Od razu się polubiłyśmy.

Wiem, że jest symbolem Tbilisi i Gruzinów, ale mimo to od pierwszej chwili widziałam w niej przede wszystkim opowieść o kobiecości. Tutaj pewnie wchodzę na bardzo niepewny grunt, bo w końcu przecież nikt dziś nie wie, jakie kobiety być powinny: łagodne czy twarde, silne i niezależne czy raczej subtelne i tajemnicze, pełne wiary w siebie czy pełne ciepła dla innych? A tak poza tym to nie wypada też nawet mówić, że jakieś być powinny lub nie powinny. I to nie, że komuś tam nie wypada, tylko nawet samym kobietom nie wypada. Dlatego zamiast się w to zagłębiać i pogubić, wolę popatrzeć na Matkę Gruzji. Bo ona wygląda, jakby wiedziała, co robi.

Stoi w idealnym balansie – ani nie wychyla za bardzo wina, co zawsze grozi utratą równowagi i bólem głowy (a nawet serca), ani też nie macha mieczem na próżno, co z kolei zwykle kończy się smutnym marnowaniem energii lub zniszczeniem, którego nie można cofnąć. Potrafi otrzeć łzę, ukoić nerwy, uczcić radości, umilić i tak już przytulny wieczór i zrobić to wszystko, co robi nam lampka dobrego wina. Tym zapachem, który lekko kręci w głowie i smakiem, który z pewnością bierze się z mieszanki emocji, za którymi wszyscy tęsknimy. Ale nie zapominajmy o mieczu. Trzymany w poziomie, wygląda co prawda groźnie, ale wcale nie jest gotowy do użycia. Nie ma w nim więc agresji czy chęci przemocy, za to jest wyraźne postawienie granicy. Przede wszystkim dla tych, którzy przychodzą skrzywdzić nas, lub – co gorsza – tych, których kochamy.

Kiedy myślę o kobietach, które podziwiam, które potrafią w tę kobiecość bez definicji, ale w codzienności, to właśnie tak je widzę. Z winem i z mieczem. W miękkości – serca, dotyku i spojrzenia. I w stali tam, gdzie nie wolno ustępować.

Tylko ten balans bardzo trudny do utrzymania. Za to jaki piękny.

INFORMACYJNIE: „Typowego” tekstu o gruzińskiej eskapadzie nie będzie (choć mogłabym o niej opowiadać być może bez końca), za to pojawi się jeszcze kilka takich właśnie podróżą luźno zainspirowanych. Bo jakoś tak wyszło, że mimowolnie dużo przemyślałam.

  • Podoba mi się ten tekst. Wyważony, mądry, ale nie przemądrzały. No i aż wygooglałam sobie Matkę Gruzji!

    • Ania Piwowarczyk

      Dziękuję! Bardzo bym chciała umieć być jak ta Matka Gruzji. A jej zdjęcie planowałam wrzucić we wpis, ale nie chciało się odpowiednio sformatować.

  • Agata Knapek

    cudownie to napisałaś 🙂
    też chcę być kiedyś jak Matka Gruzji.

    • Ania Piwowarczyk

      Dziękuję 🙂 To jesteśmy dwie.

  • Aż się chce być taką kobietą miękką i ze stali jednocześnie… Dzięki Aniu za inspirację!

    • Ania Piwowarczyk

      A o Tobie między innymi myślałam, pisząc ten tekst! 🙂

      • No coś Ty, naprawdę? 🙂 aż mnie rozgrzało od środka! 🙂

  • ka

    łap: http://www.nazwazaczynasienaka.pl/czego-kobiety-nie-widza-patrzac-w-lustro/ .

    po pierwsze dlatego, że przeczytałam ten cudny wpis akurat gdy byłam w trakcie pisania swojego na bardzo podobny temat, a po drugie dlatego, że zwyczajnie ci się należało! :*

    • Ania Piwowarczyk

      Dziękuję 🙂

Navigate