Co myślę w ukryciu? cz. I

Myśli i nastroje, które towarzyszą mi od początku widowiskowego tournée koronawirusa po Europie, układają się sinusoidalnie. Moja własna krzywa nie notuje wzrostu wykładniczego, ale też się nie wypłaszcza. Czasem startuje z poziomu #wszyscyzginiemy, by później jednak wyhamować na: ale przynajmniej poziom memów był wyborny. Gdzieś pomiędzy lokują się strach o bliskich i inne zmartwienia bytowo-życiowe. Te właśnie podduszają mnie znacznie przebieglej niż wszędobylski wirus.

***

Artur Rojek śpiewa, że chodzisz na wojnę a ja śpię, nie możesz nie móc, musisz drżeć. A Stanisław Barańczak pisze, że płakała w nocy, ale nie jej płacz go zbudził i że wilgoć poduszki to nocne prawo ludzi. Czyli też kiedyś czuli tę bezradność, zupełne poczucie bezużyteczności. Kiedy chciałoby się zrobić wszystko, a nie można nic.

***

Zastanawiam się, jak ma się nasza planeta? Czy kiedy my walczymy o każdy oddech, ona w końcu odetchnęła pełną piersią? Choć wiem, że delfiny w weneckich kanałach to tylko fake news, to jednak trudno nie zauważyć, że w końcu przestaliśmy przeszkadzać. Wiosna wybuchła jak gdyby nigdy nic. Niebo jest jasne i czyste. Na początku coś mi w nim nie pasowało, coś było nie tak. Po chwili do mnie dotarło – nad moją głową od wielu dni nie przeleciał nawet jeden samolot.

***

Gdyby nie okoliczności, pokochałabym introwertyczną naturę miasta. Wszystkiego w końcu wydaje się wystarczająco. Nie jest ciasno, nie jest szybko. Na skrzyżowaniu, na którym zwykle czułam, że ryzykuję życiem, teraz światła wydają się tylko wspomnieniem dawnego porządku. Wątpliwej urody ozdobą trzymaną z sentymentu. Po mieście nigdy jeszcze nie jeździło się tak dobrze. Zauważyliście, ile mamy ciszy? Nie przyszłoby mi do głowy, że miasto może się w niej rozpychać.

***

Z rzeczy miłych: nagle mnóstwo kultury stało się dostępne zupełnie za darmo i we własnym domu. Tym sposobem wzięłam udział w bardzo kameralnym i swobodnym koncercie Krzysztofa Zalewskiego – live na Facebooku i zobaczyłam stolik wstydu Filipa Springera. Nauczyłam się też słuchać audiobooków. Zaczęłam od Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy. Miałam do tej książki ze trzy podejścia. Niestety, Wichę mogę czytać tylko w krótszych formach. Jego styl i konstruowanie tekstu urzekają mnie tak bardzo, że nie potrafię przejść obojętnie obok pojedynczego zdania i ciągle coś notuję na marginesie. Tak się czytać nie da. Ale na szczęście wysłuchać już tak.

Podobną radość sprawiają mi Dominikanie, na których zawsze można liczyć. W każdą niedzielę uczestniczę we mszy świętej online z innej dominikańskiej parafii. Po 3 niedzielach stwierdzam,
że Dominikanie w całej Polsce głoszą tak samo dobre kazania.

***

Czy po pandemii będziemy inni? Raczej wątpię. Za szybko przyzwyczajamy się do tego co lepsze. Ale podoba mi się perspektywa, którą w wywiadzie dla Tygodnika Powszechnego zaproponował prof. de Barbaro, że nawet jeśli globalnie niewiele się zmieni, to każdy z nas już dziś może zadbać o swoją odpowiedź na pytanie: jak to z tobą było w sytuacji nadzwyczajnej? Profesor podkreśla, że nie chodzi tylko o reakcję bezpośrednią, ale o odrobienie tej życiowej lekcji tak, by ta odpowiedź nie była kompromitująca.
Swoje zadania domowe staram się porządkować według dawnych priorytetów, które jak na razie nadal działają, niezależenie od pandemii. Czyli lata ciężkiej pracy i grzebania w mule własnego sumienia jednak mi się opłaciły. Być może stąd spokój wewnętrzny, który nieźle mnie zaskoczył? A może po prostu zwariuję trochę później.

***

Co chwilę wracam do końcowej sceny Jojo Rabbit, a Heroes Bowie’ego nie opuszcza mojej głowy i playlisty. Choć izolacja bohaterki jest zupełnie inna niż nasza, czekam na dzień, w którym zatańczymy tak na progu świata. Ćwiczę codziennie.

Navigate