Naprawdę dobra randka

Sama nie wiem, ile na to czekałam.
Pamiętam, że na początku niespecjalnie się tym martwiłam. Było jak było, raz lepiej, raz gorzej. Zgodnie z bezcenną radą „zajęłam się przede wszystkim sobą”. Choć często okazuje się, że to zajmowanie się sobą jest cholernie trudne, to jednak trzeba przyznać, że czas na tym ucieka jak z bicza strzelił. A potem, że do zajmowania się sobą jednak potrzeba czegoś więcej niż tylko siebie, więc może i wszechświat jakoś na tym skorzysta. Tak czy inaczej – dość łatwo było zapomnieć, że Cię już nie ma. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłam to głównie siłą rozpędu.

Wydawałoby się więc, że przeczekam, jakoś to będzie. Dzień za dniem – najważniejsze, że do przodu. Poza tym każdego coś boli, dajcie spokój. Ale przychodzi ta oziębłość i ciemność listopada, a człowiek się orientuje, że to nie tylko za oknem tak ponuro. Tylko że ktoś się strasznie pomylił w nazywaniu miesięcy, albo po prostu był okrutnie ironiczny. I po październiku mamy miesiąc, który w nazwie ma niby coś z lipca, ale bardziej powinien się nazywać po prostu czarną dupą.

To wtedy dociera do mnie, jak bardzo tęsknię. I że to jest tęsknota nieutulona. Choćbym ją owijała najcieplejszymi kocami, podlewała gorącą czekoladą z wiśniówką i wieszała nad nią choinkowe lampki, nic nie pomoże. To jak tęsknota za miejscem, w którym się jeszcze nie było. Nie da się tego racjonalnie wytłumaczyć, a ciągnie tam człowieka całym sercem. To jak wiedzieć (choć niby skąd), że ktoś jest nam przeznaczony. Nigdy wcześniej go nie widzieć, a rozpoznać na ulicy.

Dziś siedzimy naprzeciw siebie. Sama nie wiem, ile na to czekałam.
Biegłam do Ciebie w bosych stopach, czułam krople potu między łopatkami i zapach świeżego, zakurzonego suchą ziemią betonu. Po topniejącym w słońcu asfalcie i porannej rosie cieplejszej od powietrza.
Tyle chciałabym Ci opowiedzieć! Ale boję się, że jak będę gadać, to za szybko minie.
O popatrz, spadła gwiazda.
Wiesz, chciałabym Cię podzielić na kawałeczki i trochę tylko cierpieć, wydzielając porcje, ale mieć na dłużej. Na zapas.
Patrzę na Ciebie, a Ty mówisz, że opaliłam się jak łobuz.
Zaczynasz rozpinać guziki mojej długiej spódnicy.
Zostały Ci tylko trzy.
Ukochany Sierpniu.

Navigate