15 myśli pełnych świata

Są ludzie, którzy wypoczywają i nabierają sił skuleni pod ulubionym kocem, we własnym kącie, do którego nic i nikt nie ma dostępu. Może poza dobrą książką i herbatą. Świat wokół mógłby dla nich nie istnieć. Też tak czasem mam, też tego czasem potrzebuję. Ale u mnie to zawsze forma odreagowania na wielki stres, duże przeżycia lub tłum ludzi. Serce otwieram gdzie indziej, po drodze. Łapiąc oddech świata tak łapczywie, że czasem własnego zaczyna brakować. Zauważyłam, że latem zdarza mi się to częściej niż zwykle. Zostawiam Was dziś z 15 myślami o takich chwilach – pełnych lata, wędrówki i zachwytu. Chętnie poznam też Wasze myśli pełne świata – jeśli macie się ochotę podzielić, dajcie znać w komentarzach 🙂 *** Jeśli po śmierci zechcą nas przemienić w zeschły płomyczek, który chodzi po ścieżkach wiatrów — należy zbuntować się. Na nic wiekuisty wypoczynek na łonie powietrza, w cieniu żółtej glorii, wśród mamrotania dwuwymiarowych…

Znów wędrujemy ciepłym krajem. 10 kawałków lata

Nigdy nie jestem tak blisko siebie i nie czuję się tak bardzo u siebie, jak latem. To sprawia, że pisze mi się przyjemniej niż zwykle. W ciepłe wieczory przy lampce schłodzonego białego wina, ładne słowa i zgrabne myśli niemal same skapują na papier. A właściwie na klawiaturę. Możecie je przeczytać tu, tu i tu. Tak już mam z tym latem, że chciałabym go uszczknąć dla siebie jak najwięcej. Najlepiej w całości, ale jak się nie da, to chociaż po kawałku. *** W ogrodzie moich rodziców pośród całkiem niesfornej trawy wyrosły margaretki. Gęste i wysokie, widać je z daleka. Nie bardzo pasują do reszty otoczenia, ale moja mama mówi, że wyglądają pięknie. Tydzień później tata kosił trawę. Margaretki zostały. Mówię więc do niego, że super, że ich nie skosił, bo mama tak je lubi! A tata mi odpowiada: Tak? Nie wiedziałem, że mamie się podobają. Nie ruszałem ich, bo bałem się, że…

Rower to wolność

Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa to wyczekiwanie ciepła. Pierwszego prawdziwie wiosennego dnia, w którym czuje się, że słońce zostanie na dłużej. Pamiętam, że razem z siostrą przy każdym podmuchu cieplejszego wiatru, pytałyśmy: czy to już? I tak przez kilka tygodni, bo pierwsze pytanie padało zwykle chwilę po tym, jak stopniał śnieg. W końcu było już. Stałyśmy na schodach i zaglądałyśmy w górę, a Tata znosił nasze rowery. Trzeba je było odkurzyć, nasmarować, dopompować powietrze, dopasować wysokość siodełka i sprawdzić, czy sięga się stopą do podłoża i czy na pewno jest wygodnie. Jeszcze tylko chwila i w pierwszym prawdziwie ciepłym dniu, można było poczuć wiatr we włosach i ruszyć ku przygodom. Za każdym razem obiecywałam sobie wtedy, że jak dorosnę, to na pewno pozwolę dzieciom jeździć rowerem przez cały rok! Co ciekawe nie pamiętam w ogóle zdartych kolan, potłuczonych łokci i małych lokomocyjnych nieszczęść. Za to utkwiło we mnie…

29 myśli, bo urodziny

Chociaż bardzo lubię urodziny, bo prezenty, świętowanie, miłe rzeczy, to w samej dacie nie widzę nic szczególnego. To nie jest przecież tak, że do wczoraj moje życie było inne, a dziś otwiera się przede mną nowy poziom z wcześniej niedostępnymi kodami. Może trochę szkoda nawet. Dlatego zwykle na urodziny pisałam jakieś głupotki o sobie. Ot, zwykłe tam dziwactwa, które zdążyłam już uzbierać. Tym razem nie będzie inaczej, choć zamiast opisu moich życiowych hocków-klocków, postanowiłam wylać trochę myśli z głowy. Żeby było jej lżej w tym ostatnim roku z dwójką na przodzie 😉 (Kolejność bez znaczenia. A poza tym to wszystko oczywiście BARDZO ważne i BARDZO mądre myśli.) To jednak prawda, że człowiek się starzeje. Trudno to zauważyć z dnia na dzień, ale wystarczy zarwać nockę, a człowiek natychmiast się orientuje, że już trochę minęło od 25. urodzin. Dlatego choć nie można naspać się na zapas, to jednak czasem dobrze spędzić…

Porozmawiajmy o urodzie

Obiecałam sobie częściej pisać, więc zajrzałam do starego notesu z pomysłami na teksty. Trochę dla inspiracji, a trochę żeby sprawdzić, co mnie kiedyś interesowało. Znalazłam tam temat dotyczący urody. Wtedy chyba chciałam zatytułować tekst „Kiedy kobiety stają się piękne?”. Z notatek wynika, że oszacowałam ten czas na mniej więcej 24 – 25 rok życia. Bo pełny rozkwit, nadal świeżość modości, a przy okazji większa świadomość ciała i zwykle więcej pieniędzy na kosmetyki, ubrania, fryzjerów itd. A jak wiadomo nie ma ludzi brzydkich, są tylko ci, którzy mają trochę za mało pieniędzy. Tak z grubsza wszystko by się tu nadal zgadzało, poza jedną rzeczą. Dziś wydaje mi się, że po prostu w tym wieku 24-25 lat jesteśmy już wszystkie nie tyle świadome swojej urody, co raczej idealnie wpasowane w obsesję piękna, którą funduje się nam każdego dnia. Spróbowałyście kiedyś powiedzieć przy dobrych koleżankach, że nie jesteście piękne? Albo że się tak…

Co dobrego w Internecie? SHARE WEEK 2019

Chwilę zastanawiałam się, co z tegorocznym Share Weekiem zrobić. Bo tak naprawdę czytam w internetach coraz mniej. Albo inaczej – czytam tyle samo, ale też tych samych. Po prostu jest kilku twórców, których czy to w statusach na FB, czy w blogowych wpisach, czy nawet na instastories – mogłabym chłonąć jak pad thaie w Tajlandii – bez opamiętania. Ale oni wszyscy w moim Share Weeku już byli (i każdego z nich nadal bardzo polecam)*. Dlatego już miałam sobie tegoroczny share weekowy wpis odpuścić, ale biorę w nim udział od 2014 roku (kiedyś na blogu, którego chyba już nikt nie pamięta :D) i szkoda było mi przerwać tę wiosenną tradycję. Poza tym podobnie jak Andrzej Tucholski, który jest autorem całej akcji, bardzo wierzę w dobry internet. A ten się sam nie zrobi 🙂 W mijającym roku tworzyli go dla mnie przede wszystkim: Ania i Monika z PiggyPEG – dziewczyny uczą o dobrych…

Za plecakiem

Nie lubię uciekać. Wydaje mi się, że wtedy już od startu skazuję się na porażkę. Że sama sobie zabieram oddech i sprawdzam, jak długo wytrzymam bez. Mam zadyszkę, zanim zacznę bieg. Już nawet nieważne, czy goni mnie pies, czy życie. Być może chodzi też o to, że uciekać nie potrafię. Pamiętam, jak kiedyś jadąc rowerem, usłyszałam za sobą szczekanie i szelest krzaków. Było już ciemno, więc nie widziałam czworonoga. Ostatecznie mnie nie dogonił – może wcale nie chciał – ale ja skończyłam poobijana w rowie. Coś mi mówi, że w życiu byłoby podobnie. Strachy w głowie większe niż powód ucieczki. Dlatego czasem zaciskam zęby i próbuję ufać bez strachu. Choć nie z bohaterstwa. Dokładka odpowiedzialności? Jestem pierwsza w kolejce. Bliskość, która prawie zawsze wiąże się z samotnością? Zaryzykuję. Nadmiar zobowiązań? Dajcie więcej. Złe samopoczucie? Minie. Rozczarowanie w tym co ważne? Może kiedyś odeśpię. Potrafię tak długo za długo. Aż wolałabym zniknąć.…

Szczęśliwa dwunastka, czyli nieco inne podsumowanie roku 2018

Ależ to był rok! To jest moja pierwsza myśl jeśli chodzi o 2018. Choć nie był w żaden sposób wyjątkowy czy przełomowy, to z pewnością był BARDZO. Niby z początku ani trochę się nie zapowiadał. Ale wystarczyło dać mu szansę, by przekonać się, jakie życie potrafi być bardzo dobre. Że dorosłość może być rozwijająca i w ogóle niestraszna, a trudne doświadczenia nie tylko burzą, ale też budują. Wino na specjalną okazję Przywiezione z Kaukazu, przeniesione przez góry, zamiast leżakować – plecakowało. O pięknej rubinowej barwie. Kiedy wyobrażacie sobie kolor idealnego czerwonego wina, to na pewno jest ten. Nazywaliśmy je „superavi” i miało zaczekać na specjalną okazję. Pojawił się jednak problem z definicją i wino zostało otwarte na niby zwykłym dziewczyńskim wieczorze. A jednak kaca nie było. Żalu też nie. Pozostał dość banalny wniosek, że w życiu nie warto czekać na specjalne okazje. -15 stopni też może być piękne …napisałam na…

10 myśli na grudzień

W mojej głowie tegoroczny grudzień jawił się jako jedno wielkie hygge. Miałam mieć czas na wszystko. Samodzielnie zrobić kalendarz adwentowy i stroik do mieszkania. A potem tą samą metodą własnych rąk przygotować kartki świąteczne (pierwszy raz w życiu!) i wysłać je najpóźniej 15 grudnia, żeby doszły na pewno przed świętami. Chciałam też znaleźć idealny beżowe sweter z wełny, oczywiście z drugiej ręki. A w długie zimowe wieczory ogrzewane blaskiem świec nadrobić zaległości kinowe, książkowe i blogowe – w planach były teksty o rowerze, miłości, a nawet o polskim dziennikarstwie. Nie zdążyłam. Ale i tak było fajnie. Jak to w grudniu!   *** Z kalendarzem adwentowym mogłam odpuścić, ale z choinką już nie. Po raz pierwszy odkąd nie mieszkam w domu rodzinnym, ogarnęłam żywe świąteczne drzewko. Takie na serio, a nie jakiegoś wypierdka z Biedronki. Mimo że to brzdąc-choinka, postawiona na zydelku w donicy w arbuzy, to jednak poczułam, że trochę dorosłość.…

Koniec lata

Znacie to uczucie, kiedy wszystko jest tak dobrze, że nie wypada prosić o więcej? Dziś miałabym ochotę odpowiedzieć, że ja też nie, ale było tak z tegorocznym latem. Policzyłam, że trwało dla mnie aż 6 miesięcy! W kalendarzu co prawda nadal standardowe 3, ale już w zeszłym roku przekonałam się, że kalendarz nie ma tu wielkiego znaczenia. Gdzieś zawsze jest lato i to stopy pokazują, czy akurat u nas. A konkretnie ich nagość, która z resztą ochoczo pnie się w górę. Tylko lato pozwala zapomnieć, że istnieją skarpetki, rajstopy oraz wiele innych części garderoby. Właściwie nie dużo człowiekowi zostaje do okrycia. Trzeba przyznać, że lato potrafi rozbierać. W tym roku pozbawiło mnie większości odzieży wierzchniej i warstwy ochronnej już z początkiem kwietnia. Czułam, że to trochę za wcześnie, że nie jestem gotowa, że bardzo trudno po miesiącach szczelnego opatulania się, nagle wszystko z siebie zrzucić. A z drugiej strony tak bardzo…

Navigate