Porozmawiajmy o urodzie

Obiecałam sobie częściej pisać, więc zajrzałam do starego notesu z pomysłami na teksty. Trochę dla inspiracji, a trochę żeby sprawdzić, co mnie kiedyś interesowało. Znalazłam tam temat dotyczący urody. Wtedy chyba chciałam zatytułować tekst „Kiedy kobiety stają się piękne?”. Z notatek wynika, że oszacowałam ten czas na mniej więcej 24 – 25 rok życia. Bo pełny rozkwit, nadal świeżość modości, a przy okazji większa świadomość ciała i zwykle więcej pieniędzy na kosmetyki, ubrania, fryzjerów itd. A jak wiadomo nie ma ludzi brzydkich, są tylko ci, którzy mają trochę za mało pieniędzy.

Tak z grubsza wszystko by się tu nadal zgadzało, poza jedną rzeczą. Dziś wydaje mi się, że po prostu w tym wieku 24-25 lat jesteśmy już wszystkie nie tyle świadome swojej urody, co raczej idealnie wpasowane w obsesję piękna, którą funduje się nam każdego dnia.

Spróbowałyście kiedyś powiedzieć przy dobrych koleżankach, że nie jesteście piękne? Albo że się tak nie czujecie? Piszę w formie żeńskiej, bo w moim odczuciu ten problem nadal dotyczy w większości kobiet. Ja spróbowałam. Efekt był taki, że każda zaczęła zapewniać mnie, że jestem bardzo ładna i wymieniać kolejne elementy urody, które są we mnie piękne. Miłe i zupełnie… bez sensu. Moja uroda nie wpisuje się w kanon piękna, który współcześnie obowiązuje w naszej kulturze. Nie jestem w sumie nawet blisko. I to jest zupełnie ok. Bo to nie znaczy, że moje ciało nie może być atrakcyjne lub nie ma w sobie elementów, które podobają się mnie samej i innym ludziom. Za to nie jest ok, że zrobiliśmy z piękna pewien standard, do którego trzeba dążyć.

Przez ostatnie dwa lata całkiem sporo popracowałam marketingowo przy tematach związanych z branżą kosmetyczną i beauty. Na pierwszy rzut oka jest nowocześnie i milusio. „Każda figura jest piękna!”, „Zaakceptuj swoje własne piękno”, „Prawdziwe ciało ma rozstępy i cellulit, ale właśnie to co prawdziwe jest piękne”. No więc nie. Zmarszczki, cellulit, blizny, rozstępy itd. nie są piękne, ale uwaga uwaga – nie muszą być! To nie znaczy, że nie są ok i nie mogą się komuś podobać, że nie można ich akceptować czy lubić. Ale to znaczy, że sami zafałszowaliśmy rzeczywistość. W efekcie, żeby czuć się dobrze, trzeba czuć się pięknie. Tym samym wszystko nadal kręci się wokół urody. A przecież to tylko jedna i na dodatek naprawdę nie najważniejsza ludzka cecha!

Zwróćcie uwagę, jakim językiem mówi do nas przemysł beauty. Naturalne i normalne elementy ciała to niedoskonałości. Czyli kiedy je usuniemy, będzie doskonałe = piękne. A ze wszystkim co jest niedoskonałe i nas od tego piękna dzieli, trzeba walczyć, ewentualnie to pokonywać. Nie jesteśmy wcale zapraszane do tego, żeby lubić swoje ciała i swój wygląd. Za to non stop ktoś nas przekonuje, że mamy akceptować nasze własne piękno. A raczej to, co w danym momencie pięknem jest nazywane.

Na przykład teraz mamy trend na naturalność, więc wszędzie przeczytacie, że to co naturalne jest piękne. Przy okazji zobaczycie, że tym pięknem nazywa się gładkie, promienne i jasne cery. Nagle wielki ban na makijaż, bo piękne tylko to co naturalne. Tylko że większość prawdziwie naturalnych cer wcale do tego wyśrubowanego standardu piękna nie dorównuje.

Oczywiście możemy zrobić zdjęcie cery #nomakeup ze wszystkimi jej przebarwieniami, porami itd. i podpisać „Kocham swoje piękno”. Na instagramie znajdziecie takich zdjęć mnóstwo. Po prostu wydaje mi się, że dużo fajniejszy byłby podpis: „Kocham swoją twarz”. Nawet jeśli nie jest piękna. Przecież nie musi być.

 

  • Albo w ogóle przestać skupiać się na swoim wyglądzie i na tym jaka ta twarz jest. Dla mnie ideałem/inspiracją jest męski punkt widzenia, który reprezentuje mój mąż. Dla niego pytanie o jego ciało to jest jakaś abstrakcja, jakbyś zapytała jaka jest jego twarz to by wzruszył ramionami i powiedział „no nie wiem, chyba jest ok?”. Mysle, że problemem jest duże skupienie na tym temacie, oglądanie tego ciała ze wszystkich stron, rozkładanie na czynniki pierwsze i analizowanie. I oczywiście nie każdy musi być piękny. W naszej kulturze niestety bycie niepięknym to powód do odczuwania wstydu 🙁

    • Ania Piwowarczyk

      Dokładnie tak! Też mam wrażenie, że mężczyźni nie zastanawiają się, czy ich oczy są głęboko czy płytko osadzone, jaki kolor ma ich cera, albo jak rozkładają im się zamrszczki mimiczne. Bo po prostu nikt im nie wmówił, że powinni się nad tym zastanawiać i mam nadzieję, że nikt nie zdąży tego zrobić. A my same w końcu się od tego uwolnimy 🙂

  • Aniu, jeśli mogę wtrącić swoje trzy grosze… Ja widzę ten temat znacznie szerzej, choć nie wiem, czy moje wnioski są właściwe i mają jakieś oparcie w nauce albo chociaż jakichś paranaukowych opracowaniach. I czy w ogóle wpisują się w temat, który poruszyłaś, czy raczej trafiają obok ;). Ale tak sobie myślę, że to dbanie o urodę przez kobiety to coś więcej niż gonitwa za trendami i kolejnymi niedoścignionymi ideałami (choć w wielu przypadkach na pewno ogranicza się tylko do tego). Ja upatruję w tym zabieganiu o urodę jakiejś namiastki poczucia kontroli nad pewnymi obszarami w życiu niektórych kobiet. Na wiele spraw przez wieki nie miałyśmy wpływu ze względów społeczno-kulturowych, wiele wciąż jest poza naszą decyzyjnością z powodów losowych, finansowych, ale i wciąż kulturowych czy społecznych, a tu, w tym dążeniu do wyimaginowanego piękna, mamy tyle swobody i poczucia sprawczości. Takie sobie wnioski wyciągnęłam już jakiś czas temu na bazie obserwacji mojego bliższego i dalszego otoczenia.
    Ps. Czytam Cię od dawien dawna, bo pociąga mnie Twoja wrażliwość i umiejętność dobierania właściwych słów 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Ania Piwowarczyk

      O, to też ciekawy punkt widzenia. Jeśli dotarłabyś do jakichś opracowań czy po prostu tekstów na ten temat, to daj proszę znać 🙂 Bo to chyba też takie trochę błędne koło – „zajmujcie się urodą, bo to jedyne, czym możecie się zajmować”.

      A P.S. jest super miłe i bardzo za nie dziękuję! Dodałaś mi skrzydeł 🙂

  • Pewne zamieszanie wprowadza samo słowo „piękno”. Piękna to jest letnia burza, poranna mgła w Bieszczadach czy piwonia w pełnym rozkwicie. I w taki sensie piękni są wszyscy ludzie – harmonijni, przepełnieni życiem. Problem zaczyna się, kiedy „piękny” zaczynamy stosować wymiennie z „urodziwy”. Bo urodziwi już nie wszyscy jesteśmy i przecież nie musimy być. Tak jak nie wszyscy umiemy śpiewać, mamy talent plastyczny, wyjątkową giętkość ciała czy zdolności matematyczne. Wszyscy powinniśmy dla zdrowia dbać o siebie, tak jak w rozwoju dziecka ważne jest, by próbował i zabaw plastycznych, i logicznych, a i dorosłym dobrze to służy. Ale nie musimy czynić z tego naszej profesji.

    Naomi Wolf w „Micie urody” pięknie pisze, że każda kobieta ma naturalny blask. Można go zobaczyć, gdy dana osoba mówi o czymś z pasją, gdy się spełnia – rozjarzone oczy, promienna twarz. Ale mit urody próbuje ten blask skomercjalizować. I tak zamiast dążyć do tego, by świecić naszym własnym blaskiem, próbujemy kupić ten zamknięty w słoiczkach.

    • Ania Piwowarczyk

      Napiszę tylko: AMEN.

      Przyznam też, że przy okazji pisania tekstu chodziło mi po głowie użycie słowa „urodziwy”, bo tak mówiła moja babcia i pewnie mama mojej babci: że ktoś jest urodziwy. Stąd też uroda w tytule. No ale dziś już nie chodzi o bycie urodziwym, a o pięknym właśnie.

Navigate