Rzeczy dobre tylko jesienią

Każdy kto mnie zna, wie, że jeśli świat zależałby wyłącznie ode mnie, najprawdopodobniej urządziłabym go w temperaturze + 25 stopni i zapełniła słonecznymi dniami. A oficjalnym strojem narodowym byłyby sukienki i japonki. Żadnych rajstop, żadnych wysokich butów, żadnych płaszczy. Niekończące się lato – to mój świat, niestety od końca września najczęściej już tylko w mojej głowie.

Dlatego nadejście jesieni każdorazowo, co roku i odkąd tylko pamiętam jest dla mnie strasznym ciosem, niemiłym zaskoczeniem i czymś czego ja się absolutnie-brzydkiesłowo-nie spodziewam. Ale nauczona tym przykrym życiowym doświadczeniem, że nawet jak ja sobie nie daję wmówić jesieni, to ona i tak się jednak zadzieje (więc lepiej polubić niż płakać), odkryłam, że są rzeczy, którym ta pora wyjątkowo sprzyja.

Melancholia

Jesienią w końcu można być bezkarnie smutnym! I nikt nie pyta: stało się coś? Może się uśmiechniesz? , bo wszyscy czują, że to ta jesień. A jak nie czują i jednak zapytają, to zawsze możesz odpowiedzieć to ta jesień i nikt się nie przyczepi, bo przecież to ta jesień i nie ma co z tym dyskutować. Złoty czas nie tylko dla liści, ale też dla melancholii – wykorzystajmy go dobrze, ale bez przesady.

Spanie i jedzenie

Niby wszyscy wiemy, że do zimy należy się porządnie przygotować, ale czy aby na pewno traktujemy to serio? A taki na przykład świstak (jak ostatnio się dowiedziałam) przygotowuje się od wiosny, przybierając na wadze, by przed zimą zwiększyć masę swojego ciała niemal dwukrotnie! Świstak da radę, to my nie damy?! Ciasteczka, czekolady, sycące sosy i gęste zupy – pamiętajcie: winter is coming i z tym nie ma żartów. W tej diecie niedopuszczalne są też jakiekolwiek półśrodki, czyli żadne fit ciasteczka czy produkty 0% tłuszczu, chyba, że chcecie też półprzeżyć zimę. Osobiście wolałabym półprzeleżeć, dlatego spanie na czas również trenuję już od października. Wyniki poniżej 10h na dobę (minim 6h bez przerwy) się nie liczą – amatorszczyzna.

Muzyka, do której można się co najwyżej pochlastać

Naprawdę nic na to nie poradzę, że ze wszystkich możliwych dźwięków najbardziej lubię muzykę ładnie smutną, a jesień jej wyjątkowo sprzyja. Pełną tęsknoty, zawiedzionej miłości albo chociaż odrobiny żalu. Taką co to z niczym się nie komponuje tak dobrze, jak z mgłą, chłodem, deszczem i spadającymi liśćmi. Nie jestem pewna, czy rozumiecie skalę tego zjawiska, ale chodzi mniej więcej o poziom od Damiena Rice’a do cięcia się wzdłuż a nie wszerz (jak mawia o moim jesiennym guście moja przyjaciółka). Co prawda w tym roku playlista wyszła mi taka jakby nietypowa, ale umówmy się, że Skubas, który nie ma miłości jest w stanie zetrzeć uśmiech z każdej twarzy, a nowy album Leonarda Cohena też wydaje się wystarczająco za/uwodzący.

Ciepłe skarpetki, rękawiczki i szaliki

Tak jak nie znoszę rajstop, wysokich butów i wielowarstwowych ubiorów, tak uwielbiam wszystko w co można się zawijać, kokonić i opatulać. Zwłaszcza dogrzewając kończyny. Dlatego długie ciepłe skarpetki, rękawiczki z jednym palcem i polarową podszewką, kilkumetrowe szale, kolorowe szerokie chusty, za duże i za ciepłe swetry, koce z rękawami – to wszystko to są dla mnie wynalazki na miarę Pokojowej Nagrody Nobla! I poniżej 10 stopni. Jeśli jesienią mogłabym wybierać, kim chcę zostać, to zawsze, ale to zawsze wybierałabym burrito w kocu. A ponieważ nie mogę wybierać, to chociaż staram się ciepło ubierać. Taka dydaktyczna rymowanka wyszła mi na końcu (to dlatego, że nie noszę czapki – kolejny powód, żeby zacząć).

Gorące napoje

Z zimnych preferuję wodę, a z gorących? W końcu mam wybór! Po pół roku picia wody, wody albo wody, w końcu człowiek może się napić herbaty na milion sposobów, rozgrzewających napojów z owocami, imbirem, miodem i czym tam jeszcze dusza zapragnie, gorącej czekolady dobrej na wszystko lub grzanego wina dobrego niezależnie od okoliczności. Jeśli chodzi o ostatnie, to alkohole na ciepło są jak Paryż: kocha się albo nienawidzi. Ja z tych kochających i całe szczęście, że ciepłego alkoholu nie da się (i nie poleca) wypić zbyt dużo na raz, bo wtedy może rzeczywiście dolewałabym raczej herbaty do wiśniówki, a nie odwrotnie.

A Wy za co lubicie jesień?

  • Agata Knapek

    1. ciekawe jak masz zamiar spać w kampanii 10 godzin, he he he!
    2. skarpetki <3
    3. wino wolę jednak letnią nocą, oglądając gwiazdy, jakieś schłodzone prosecco albo riesling niestety… te wszystkie grzańce są trochę jak tanie perfuma 🙁

    • Ania Piwowarczyk

      1. Ja tam napisałam 10h dziennie? Tygodniowo przecież, tygodniowo!
      2. <3
      3. Ale to się pije, a nie wącha 😛

  • Kasia Nowak

    To ja do mojej listy dodam: czytanie pod kocem i oglądanie seriali pod kocem 🙂 Liscie, jarzębiny, dynie, wszystkie jesienne dekoracje cieszące w domu oko. Dodam, że świece w domu palę tylko jesienią i zimą. A do listy napojów dopisuję gorące kakao (moje ulubione ciemne klasyczne z krugera-najlepsze), mocno intensywne, najlepiej z jakąś pianką na wierzchu. Przepadam też za dużą ilością oświetlenia w domu, ale broń boże górnego – dużo małych lampek stołowych albo podłogowych i już jest nastrój 🙂

    • Ania Piwowarczyk

      Z tym oświetleniem to super trafiłaś! U mnie lampki ledowe na parapecie są całoroczne i też bardzo doceniam rolę oświetlenia, choć zwykle w wersji drobnej 😉

  • Pingback: 5 zmysłów: jesienne płyty, wywiad o jedzeniu i herbata ze wszystkim (tajna receptura!) – Mały Blond()

  • Mamy podobne patenty na przetrwanie jesienio-zimy 😊

    • Ania Piwowarczyk

      Ale mimo wszelkich patentów, jednak zima mogłaby się już skończyć!

Navigate