Szczęśliwa dwunastka, czyli nieco inne podsumowanie roku 2021

To był ekscytujący rok. Wydarzyło się w nim wiele rzeczy, na które czekałam długo, kto wie – może i przez całe życie. Ale były też takie, które kosztowały mnie bardzo dużo. Momentami nawet więcej niż byłoby mnie stać. Wszelkie nadwyżki poszły już na spłatę tego kredytu. Nie da się ukryć – zafundowałam sobie w tym roku przeżyć co niemiara.

3 kilo człowieka

Kto by pomyślał, że zaledwie 3 kilo nowego człowieka może tyle zmienić w starym życiu całej rodziny! To jedno z tych wydarzeń, co do których byłam pewna, że kiedyś nastąpią, ale jakby spojrzeć na całość, to zdecydowanie rządzą się prawem niespodzianki. Nie przypuszczałam też, mimo kilku przymiarek, że bycie ciocią jest tak wspaniałe.

Spanie w namiocie przy -15

Zimowy biwak w górach marzył mi się od lat. Ale jakoś ciągle brakowało towarzystwa, zdrowia, okazji. Aż w końcu dostałam zaproszenie na wędrówkę, do której nie wolno namawiać. Wszyscy pytali, dlaczego akurat w tę noc, podobno najmroźniejszą tej zimy. Tak wypadło w kalendarzu i co tu dużo pisać – to były najlepsze walentynki w moim życiu. I było naprawdę ciepło!

Weekend urodzinowy

Bardzo lubię świętować urodziny, choć wcale nie hucznie, a kameralnie i z czułością dla siebie. Poprzednie spędziłam w totalnym lockdownie, ze sobą, ostatnim krokusem i Rysianką. Za to w tym roku były aż dwie urodzinowe kolacje – z nudlami, nad którymi uroniłam kiedyś łzy szczęścia i najlepszą pizzą w mieście. Była też wycieczka adekwatna do lekko nadwątlonych poprzedniego wieczoru winem możliwości i w końcu chwila przy stoliku, na leżakach i z widokiem na lanckoroński krajobraz. A potem jeszcze słoiczek lodów 5 min przed zamknięciem w Cafe Arka, gdzie taką to nieoczywistą randkę wymarzyłam sobie już lata temu i przytrafiła mi się akurat w moim dniu. Świętowanie zakończył najprawdziwszy tort, z tych tak ładnych, że na początku szkoda kroić.

Kosmiczne energie 

Słuchanie smutnych piosenek o miłości w Imielinie to był prawdziwy kosmos! Miałam ciarki, wzruszenia i aerobik. Kto da więcej.

Jeszcze tylko sztachnąć się lasem, sierpniem i latem

Umówić taki weekend, żeby wszystkim pasowało, żeby pogoda była i to jeszcze w wakacje – samo w sobie jest już cudem. We wspomnieniach ten najmilszy sierpniowy dwudzionek smakuje mi pestkami granatu i grillowanym halloumi, co może nie od razu kojarzy się z Beskidem Żywieckim. Już bardziej hopsasa do lasa z widokiem na Pilsko i supowanie po jeziorze. Uwielbiam tam wracać.

Dobro sam došla 

Nie planowałam tego wyjazdu, ale kiedy zobaczyłam tanie loty do jednego z najbardziej moich miejsc na świecie, nie mogłam się oprzeć. Powrót na zakładkę, ale chyba tak miało być. Nie potrafię wybrać, co było najlepsze. Letnie kino nad brzegiem Adriatyku, gelato na zeszyt i na uśmiech, czy nocowanie w akademiku, w którym 8 lat temu przywitał mnie kibel na korytarzu, a żegnało uczucie, że chętnie bym się tam przeprowadziła nawet już. Dom studencki przeszedł generalny remont, a ja nadal myślę, że mogłabym mieszkać w Splicie.

Lago di Tenno 

Choć kibiców miałam wiernych, to mało kto wierzył, że dam radę tam wjechać. Ba, sama słabo w to wierzyłam. Usłyszałam kilka rad o elektrykach i więcej zniechęceń niż dopingu. Na całe szczęście, po prostu dałam sobie szansę. I choć nigdy nie zostaną fanką piłowania pod górkę, to co wytargałam nad Gardą, jest już moje. A co zjechałam z widokiem zapierającym dech w piersiach i milionem uderzeń serca po drodze, przypomniało mi, że mam tę moc.

Na molo z grzańcem

Polskie morze latem znam słabo, właściwie tylko z zielonej szkoły i łobozu. Co innego jesienne, poza sezonem. Cichsze, gnane lodowatym wiatrem, z pustymi plażami. Takie pokochałam i co zrobisz, tylko grzaniec pomoże.

Workation 

Choć nie brakowało mi w tym roku odważnych decyzji i spontanicznych pomysłów, to listopad na Teneryfie należy do tych najlepszych. Wygrał we wszystkich kategoriach i jest do powtórzenia, w całości i nawet bez modyfikacji. Jestem sobie ogromnie wdzięczna, że zamiast myśleć jakby to było fajnie, po prostu to zrobiłam.

All I want for Christmas is więcej takich chwil 

Ostatni weekend na Teneryfie był najzimniejszy. Temperatura spadła do 17 stopni, co według miejscowych podpadało pod fucking cold. Ale był też pełny świątecznych światełek, zapalonych dopiero w pierwszą niedzielę adwentu, gorącej czekolady, pieczonych kasztanów i „All I want for Christmas” śpiewanego w starym polo na autostradzie z północy na południe. Nie ma przypadków w tym, jak krzyżują się nasze życiowe drogi. Nawet jeśli tylko na chwilkę.

Rok z matą 

Przeczytałam, że „joga to osadzanie umysłu w ciszy”. Pod koniec lata minął mi dokładnie rok regularnej praktyki, ale dopiero kilka tygodni później, nad oceanem, w końcu naprawdę poczułam i zrozumiałam, o co w tym zdaniu chodzi. Wcześniej miałam tyle nieudanych podejść do jogi, a teraz wiem na pewno, że już ze mną zostanie. Świat do góry nogami jest dużo fajniejszy!

Światełka 

Nie umiałam w tym roku w grudzień. Objeździłam go na nartach, podlewałam bombardino, udekorowałam choinką z patyków, ale wciąż jakoś po prostu to nie było to. Aż nie został mi komplet lampek, który wylądował na rowerze. Jakbym wiedziała, że to będzie tyle radości, zrobiłabym to znacznie wcześniej!
____
Na 2022 życzę sobie skromnie, ale z wielką nadzieją, żebym nie zapominała, że mam swoje życie do przeżycia, na przygodzie!

 

Navigate