Życie to nie jest wielka rzecz

Wszystko zaczęło się od kartki świątecznej. Żadna wyjątkowa, kawałek grubszego papieru z bożonarodzeniowym obrazkiem. Na odwrocie kilka ciepłych słów, garstka wspomnień i jeden uśmiech. Tyle tylko, że przyszła o jakiś miesiąc za późno. Za to w samą porę, by rozświetlić naprawdę ponury poranek.

Później to ciepło podtrzymały pyszna kanapka, bo nie dość, że w ulubionym miejscu, to jeszcze podana z uśmiechem; jeden rozdział naprawdę dobrej książki i nowy pociąg, w którym było miejsce przy oknie. I konduktor z poczuciem humoru. Tak niewiele trzeba, by zapomnieć o telefonie, który nie dzwonił, więc nie realizował swojej najbardziej podstawowej funkcji – zapewnienia, że ktoś dla nas jest.

Podobnie wczoraj. To po prostu nie był miły dzień, właściwie robił mi na złość na każdym kroku. Nie dawałam się, ale ileż można, kiedy wszystko jest trudne jak w ruskiej bajce. Zapobiegawczo siedziałam więc w miejscu wystarczająco publicznym dla niechcianych łez. Aż nagle na mojej klawiaturze pojawiły się dłonie, które szybko coś wystukały, a głos zza pleców powiedział: „Zakładaj słuchawki!”. Usłyszałam nowe Voo Voo śpiewające przez tę chwilę tylko dla mnie, że wystarczy być, by czuć się swobodnie i więcej nie czuć nic. Kilka godzin wcześniej ta piosenka mnie obudziła, a później przeszukałam pół internetu, rozczarowując się, że pewnie pojawi się dopiero za miesiąc wraz z nowym albumem. Kiedy więc niespodziewanie zabrzmiała tuż obok mnie, przyniosła ze sobą tę przypadkowość, którą tak chętnie myli się z magią. Wygląda na to, że dobre czary to po prostu odrobina spontaniczności i życzliwości drobnych gestów.

Czasem pojawia się zakręt, o którym bardzo szybko można pomyśleć, że co jak co, ale tego to się już nie wykręci (jak trafnie ujęła to Marysia Organ w jednym z pierwiastkowych statusów). Odkryłam, że wtedy najlepiej jest w majtkach i koszulce, bez stanika, usiąść po turecku na łóżku lub na podłodze, wziąć książkę i kubek herbaty (duży), włączyć ulubioną playlistę albo pozwolić się zaskoczyć. I żyć tylko przez kolejne Mrożkowe pięć minut*, czyli jedną stronę książki, półtorej piosenki i dwa łyki herbaty.

To tak jak w długiej podróży, kiedy dopada zmęczenie i nostalgia, a dokucza obcierający but. Wtedy tęskni się za wieloma rzeczami, a najbardziej za kromką chleba z pasztetem i kiszonym ogórkiem.

*”Życie to jest następne pięć minut. (…) Reszta to wyobraźnia.”, S. Mrożek, Małe Listy

 

 

Navigate